Kończył się rok ... 1531, w Meksyku Matka Boża objawiła się Indianinowi, Juanowi Diego.
To najstarsze, uznane przez Kościół Powszechny za autentyczne, prywatne objawienie maryjne przeżywa dziś swój renesans – jest coraz szerzej znane na całym świecie; Juana Diego nie tylko wyniesiono do chwały ołtarzy, ale już w kilka lat po beatyfikacji (1990) nastąpiła kanonizacja (2002). Co sprawia, że objawienie sprzed bez mała 500 lat staje się tak ważne, popularne ..... Jakie przesłanie dla nas, wielbicieli Czarnej Madonny ma Czarna Dziewica – bo tak nazywają ją Meksykanie?
    W tym roku po raz pierwszy możemy w liturgii obchodzić 09 grudnia wspomnienie dowolne św.  Juana Diego a  12 grudnia wspomnienie MB z Guadalupe...


Historyczny wątek hiszpański:
Jak głosi tradycja, papież, święty Grzegorz Wielki (590-604) podarował figurkę Matki Bożej świętemu Leandrowi, biskupowi Sewilli. Muzułmanie w 711 roku zajęli większość Półwyspu Iberyjskiego, pokonali ostatniego króla hiszpańskich Wizygotów – Roderika – i w 719 roku dotarli aż pod Pireneje. Cofające się wojska chrześcijańskie zabrały ze sobą figurę Matki Bożej. Rycerze uciekli w góry i tam zakopali figurę w metalowej skrzyni, niestety – nie oznaczając miejsca. W połowie XIII wieku, za panowania króla Alfonsa X Mądrego, figura została cudownie odnaleziona i ponownie stała się przedmiotem publicznego kultu. Pasterzowi prowadzącemu stado krów na pastwisko ukazała się Matka Boża i poleciła kopać we wskazanym miejscu – miał tam znaleźć wizerunek Maryi a następnie wybudować kaplicę. Pasterz wraz z przedstawicielami Kościoła zaczęli kopać i rzeczywiście odkopali skrzynię z figurką oraz notatką potwierdzającą autentyczność znaleziska. Zbudowano kaplicę, rozpoczęły się pielgrzymki .... od pobliskiej rzeki nazwano miejsce Guadalupe, co po arabsku oznacza „rzekę światła”.
Do sanktuarium przybywały głowy koronowane (w 1340 Alfons XI, król kastylijski dziękował za zwycięstwo nad muzułmanami nad Salado), przybywała szlachta i wieśniacy, grzesznicy i święci. Izabela Hiszpańska wyprawiwszy Kolumba na poszukiwanie drogi do Indii właśnie w Guadalupe wraz z mężem Ferdynandem przez dwa tygodnie modliła się o pomyślność wyprawy i tam też złożyła swój testament. Kolumb także modlił się w Guadalupe i jedną z odkrytych w 1492 roku wysp nazwał na cześć Maryi Guadalupą. Kiedy zaś podczas rejsu powrotnego dowodzony przez Kolumba statek znalazł się w obszarze gwałtownego sztormu – modlił się do MB z Guadalupe i zobowiązał się do odbycia pieszej pielgrzymki jeśli ocali życie i wróci do Hiszpanii. Złożonej obietnicy solennie dotrzymał – szedł do sanktuarium boso i w worze pokutnym. Pragnął, aby po śmierci pochowano go w Guadalupe ....
Również Hernan Cortez – inny z konkwistadorów – zabrał w 1519 roku do Meksyku kilkanaście figur Maryi z Dzieciątkiem – najprawdopodobniej właśnie kopii z Guadalupe. Od dzieciństwa był zresztą związany z Guadalupe – urodził się około 80 km. od sanktuarium, niejako w cieniu cudownej figury i często odwoływał się do wstawiennictwa Maryi.
Również pierwszy biskup Meksyku – Juan de Zumarraga, postać bezpośrednio związana z objawieniami – modlił się przed opuszczeniem ojczyzny właśnie w tym sanktuarium.
Guadalupe miało stać się jakby pomostem przerzuconym między Hiszpanią a Meksykiem.

Historyczny wątek meksykański:
Na początek kilka słów o rzeczywistości geograficzno - kulturowej.
W początkach XVI wieku nieckę krateru wulkanicznego w Dolinie Meksykańskiej wypełniało płytkie jezioro o wodzie gorzkiej, niezdatnej do picia. Na jeziorze, o dźwięcznej nazwie Texcoco, znajdowały się liczne niewielkie wysepki, z których tylko dwie były zaludnione: Tenochtitlan i Tlatelolco, połączone mostami ze sobą i lądem stałym. Właściwie tworzyły jeden miejski organizm, stolicę imperium Azteków, gęsto zasiedloną ludnością aztecką – obok domostw pospolitego ludu  znajdowały się tu liczne i wspaniałe świątynie, pałace władców i siedziby możnych. W miejscu, gdzie jeden z mostów Tlatelolco dochodził do stałego lądu wznosiło się wzgórze Tepeyac ...
Od momentu podboju obie wysepki były zasiedlane przez zwycięskich Hiszpanów – w szybkim tempie powstawało tu nowe miasto: Meksyk.
Meksykanie w chwili podboju byli politeistami – krwawe kulty rodzimych bóstw zawierały jednak obok okrucieństwa pewne elementy przypominające religię katolicką: Aztekowie praktykowali rodzaj chrztu, dokonywanego zaraz po urodzeniu; małżeństwo zawierano w obecności kapłana i bardzo trudno było uzyskać rozwód; istniała pewna forma – powiedzielibyśmy – spowiedzi, którą praktykowano raz w życiu, gdy człowiek był już posunięty w latach, i  - co ciekawe – za wyznane grzechy nie mógł być ukarany przez władzę cywilną, jedynie kapłan mógł na niego nałożyć rodzaj pokuty; istniały dni świąteczne i postne; znano litanie i procesje ... Konkwistadorzy nie podjęli dzieła inkulturacji lecz zaczęli niszczyć bezmyślnie całą cywilizację. Pomimo gorliwej pracy pierwszych franciszkanów i dominikanów, trudno się dziwić, że niewielu Indian przyjmowało wiarę chrześcijańską. Dopiero Matka Najświętsza treścią Swego objawienia miała wskazać na konieczność inkulturacji jako właściwą drogę działalności misyjnej.
Kim był ten, który poprzedził Melanię i Maksymilana z La Salette, Bernadettę z Lourdes, Katarzynę Labure, Łucję, Franciszka i Hiacyntę z Fatimy?
 Należał do plemienia Chichimeków. Urodził się w 1474 roku, a więc w momencie spotkania z Matką Bożą miał 57 lat. Wcześnie stracił rodziców, mieszkał w Cuauhtitlan [Słałtitlan] z żoną, którą bardzo kochał, dzieci jednak nie mieli. Oboje należeli do klasy średniej: pełnoprawnych obywateli. Miał nawet pewien majątek, powodziło mu się dość dobrze. Późniejsze ubóstwo to świadomy wybór – efekt spotkania z Matką Bożą. Był powszechnie lubiany i szanowany.
Chrzest przyjął z rąk franciszkanów razem z żoną  – jako jedni z pierwszych, już w 1525 roku. Otrzymał wówczas imiona: Joannes Didacus – Juan Diego ....; żona – Maria Lucia.
Jako katolicy Juan Diego i Maria Lucia byli bardzo gorliwi – w każdą niedzielą przemierzali 22 kilometry, aby w Tlatelolco uczestniczyć we Mszy Świętej! Franciszkanie odprawiali tam Msze Święte również w soboty, łącząc je z naukami katechizmowymi (franciszkanie często najpierw udzielali chrztu świętego, a dopiero w ciągu wielu miesięcy po nim nauczali neokatechumenów prawd nowo przyjętej wiary) – Juan Diego z żoną często uczestniczyli w obu tych spotkaniach. Szczęśliwe życie małżeńskie zakończyło się jednak bardzo szybko – w 1529 roku Maria Lucia zmarła. Juan Diego nie potrafił żyć samotnie – zwrócił się więc do swego wuja Juana Bernardino, przeniósł się do Tolpetlac (15 kilometrów od placówki misyjnej w Tlateloco) i tam zbudował sobie dom. Z otoczonego górami Tolpetlac często wędrował na sobotnią, maryjną Mszę Świętą wotywną i nauczanie katechizmu do stacji franciszkańskiej ... podczas jednej z takich wypraw, grudniowego poranka, kiedy bladły gwiazdy, spotkał swą umiłowaną Matkę nad brzegiem jeziora Texcoco, na wzgórzu Tepeyac.
To na tym wzgórzu miał spędzić resztę życia: w dwa tygodnie po cudownych objawieniach zbudowano tam kaplicę i biskup Meksyku, Zumarraga, uczynił Juana Diego jej stróżem. Przy wschodniej ścianie kaplicy dobudowano pokoik w którym mieszkał przez siedemnaście lat, opiekując się Wizerunkiem i służąc pielgrzymom. Dzięki Wizerunkowi i świadectwu Juana Diego nawróciło się osiem milionów (!!!) Meksykanów. Juan Diego zmarł w 1548 roku, mając 74 lata.

Czas na sprawozdanie z niezwykłego spotkania Juana Diego z Maryją.
Wiarygodne informacje o objawieniu zostały spisane już w pierwszym pokoleniu świadków, jeszcze za życia Juana Diego lub tuż po jego śmierci. Powstały w środowisku indiańskim i w języku indiańskim, w narzeczu nahuatl. Zawdzięczamy je Antonio Valerianowi, azteckiemu notablowi (nota bene – bratankowi zdetronizowanego władcy Montezumy II), który w wieku 16 lat wstąpił w Tlatelolco do Kolegium Świętego Krzyża, potem był w nim profesorem i dziekanem .... Był bliskim przyjacielem biskupa Don Juana Zumarragi, Juana Diego i jego wuja Juana Bernardino.
A więc ....
Jeszcze nocą, w  sobotę 09 grudnia 1531 roku, Juan Diego, wyruszył z Tolpetlac do Tlatilolco na nabożeństwo maryjne. O świcie znalazł się u podnóża Tepeyac. Zatrzymał się, zdumiony pięknym i głośnym śpiewem ptaków, nietypowym dla pory roku. Nagle trele ucichły i usłyszał nawoływanie: „Juanie, najdroższy Juanie Diego ....” Bez lęku podążył w stronę głosu, stanął na szczycie wzgórza i... ujrzał Niewiastę stojącą w kręgu nadziemskiego blasku, w jaśniejącej szacie, dookoła której nawet ziemia lśniła mgiełką tęczy. Niewiasta przywołała go ku sobie i po imieniu zapytała, dokąd idzie. Jeszcze nie powiedziała o sobie niczego. Juan Diego rozpoznał jednak Maryję, bo odpowiadając zwracał się do Niej: „Moja Pani, moja Królowo i moja mała Dzieweczko...idę do Twego domu w Mexico-Tlatelolco...” (do formuł używanych przez Maryję i Juana Diego trzeba będzie jeszcze powrócić). Maryja objawiła wówczas swą wolę: „Wiedz z niewzruszoną pewnością, mój najdroższy, najmniejszy i najmłodszy synu, że jestem doskonałą i zawsze Dziewicą, Świętą Maryją, Matką Boga ... bardzo gorąco pragnę, aby w tym miejscu wzniesiono dla Mnie mały dom, w którym Go ukażę, wywyższę i sprawię, że się objawi. Dam Go ludowi w mojej całej osobistej miłości, w moim współczuciu, w mojej pomocy, w mojej obronie: ponieważ prawdziwie jestem twą miłosierną Matką, Twoją i wszystkich ludzi, którzy żyją razem w tym kraju..., moich umiłowanych, którzy Mnie kochają, ... którzy Mnie szukają, ... którzy Mi ufają. Tu wysłucham ich łkania, ich narzekań, uzdrowię ich z ich smutku, ciężkich doświadczeń i cierpień. Aby spowodować to, co moje pełne współczucia i miłosierne serce stara się osiągnąć, musisz pójść do siedziby biskupa Meksyku i powiedzieć mu, że ciebie posyłam ...” .
Jakkolwiek zdumiony spotkaniem, Juan Diego nie zastanawiał się nad tym, co ma zrobić – nie dołączył już do grupy pielgrzymów, którzy tego ranka powinni znaleźć się w misji w Tlatelolco, lecz powędrował bezpośrednio do biskup Juana Zumarragi. Dziś nie jesteśmy w stanie ustalić, gdzie wówczas rezydował pierwszy dostojnik kościelny Meksyku (czy w Tlatelolco, czy na pobliskiej Tenochtitlan, czy przy budującej się katedrze). Juan Diego wiedział, gdzie szukać biskupa – dla nas ważniejsze jest, że franciszkanin Zumarraga był człowiekiem pobożnym, całkowicie oddanym sprawie Indian. Przyjął Juana Diego, życzliwie wysłuchał jego relacji, ale – czemu trudno się dziwić – odprawił z niczym; pobłogosławił przybysza nie dając wiary opowiadaniu. Pozostawił jednak otwartą furtkę, obiecując: „Przyjdziesz znowu, mój synu, a ja z większą przyjemnością wysłucham, co masz do powiedzenia; rozpatrzę rzecz uważnie od samego początku i poświęcę wiele myśli i rozważań prośbie, jaką mi przyniosłeś.”
W drodze powrotnej do wioski, dokładnie w tym samym miejscu co rankiem, Juan Diego ujrzał tę samą Niewiastę. Tym razem to on odezwał się pierwszy. Zrelacjonował nieudane posłuchanie u biskupa i ... zasugerował Szlachetnej Pani by swoją misje powierzyła komuś innemu, bo jego, prostego wieśniaka, zaledwie ucznia w nowej wierze, biskup z pewnością nie wysłucha.
Matka Boża nie zmieniła jednak swojej decyzji. Wręcz przeciwnie: „Posłuchaj mnie, mój najmłodszy i najdroższy synu, wiedz z niewzruszona pewnością, że nie brak mi sług i posłańców, ..... Ale bardzo potrzeba, abyś ty błagał w mojej sprawie i żeby dzięki twej pomocy i pośrednictwu moja wola została spełniona.  .... nalegam i usilnie polecam ci iść znowu jutro do biskupa .... powiedz mu raz jeszcze, że jestem zawsze Dziewicą, Świętą Maryją, Matką Boga, która Cię posyła.” Juan Diego oczywiście się zgodził ... z zastrzeżeniem jednak, że może nie zostać wysłuchany i tym razem. Po czym odszedł do domu.
Nazajutrz była niedziela. Juan  Diego wyruszył wczesnym rankiem do Tlatelolco – najpierw na Mszę świętą i katechizację, następnie do pałacu biskupiego. Może ze względu na niedzielne zajęcia liturgiczne, może też z innego powodu czekał na audiencję bardzo długo, o wiele dłużej niż poprzedniego dnia. Był jednak cierpliwy. Biskup wysłuchał go bardzo życzliwie, zadał jednak wiele pytań, aby zweryfikować wydarzenie: o okoliczności widzenia, czas trwania, wygląd Pani z Tepeyac. Na koniec poprosił o znak potwierdzający prawdziwość objawień, gdyby Pani miała się jeszcze ukazać Indianinowi. Biskup znał Tepeyac, wiedział, że niegdyś stała tam pogańska świątynia ... bał się, że padnie ofiarą oszustwa – stąd rezerwa i niedowierzanie, żądanie znaku....
Juan Diego nie czekał długo – znów w drodze powrotnej, w tym samym miejscu spotkał Maryję i znów zrelacjonował Jej swoje spotkanie z biskupem Zumarragą. Uśmiechała się życzliwie i obiecała: „Przyjdź tutaj jutro, a otrzymasz znak o który prosi biskup.”
Jednak ... następnego dnia Juan Diego nie zjawił się. Wuj Juan Bernardino umierał na ospę, którą przywlekli do Meksyku Hiszpanie, i która dziesiątkowała Indian. Juan Diego pozostał w Tolpetlac usługując mu w ostatnich chwilach życia. Wiedział, że powinien iść na obiecane spotkania z Panią, po znak dla biskupa, ale .... jednak pozostał przy umierającym, który prosił już tylko o sprowadzenie księdza.
Rankiem, we wtorek 12 grudnia, myślał tylko o jednym – trzeba jak najszybciej sprowadzić kapłana do będącego już w agonii wuja. W drodze do Tlatelolco myślał: „Jeżeli pójdę prostą drogą, Pani może mnie zobaczyć i zostanę zatrzymany przez znak, jaki będzie chciała mi dać. Muszę się spieszyć, aby najpierw sprowadzić kapłana, ponieważ mój biedny wuj niespokojnie na niego czeka.” ... Tak więc Juan Diego wybrał inną ścieżkę, okrążającą wzgórze ... byle szybciej, byle uniknąć zobaczenia przez Panią ... Maryja jednak obserwowała swego posłańca i  .... zstąpiła ze wzgórza, zaszła mu drogę ze słowami: „Co się dzieje mój najmłodszy i najdroższy z moich synów? Dokąd spieszysz?” Zawstydzony, skruszony i zalękniony Juan Diego przyznał się do ucieczki, tłumacząc się chorobą wuja. Obiecywał powrócić do Maryi najszybciej jak to tylko będzie możliwe.
Maryja wypowiedziała wówczas te najistotniejsze  z całego przesłania słowa: „Posłuchaj, weź to sobie do serca, mój najmłodszy i najdroższy synu, że rzecz, która cię niepokoi, rzecz, która cię dotyka, jest niczym. Nie pozwól, aby twe oblicze, twe serce niepokoiło się. Nie bój się tej choroby twego wuja, ani żadnej innej choroby, ani niczego, co ostre i bolesne. Czyż nie jestem tu Ja, któram twoją Matką? Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece? Czyż nie jestem źródłem twej radości? Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk? Czyż potrzebujesz czegoś więcej? ..... Wejdź na górę .... na szczyt wzgórza, tam gdzie Mnie ujrzałeś i otrzymałeś Me wskazówki a  znajdziesz różne rodzaje kwiatów. Zetnij je, weź je i zbierz razem, następnie zejdź tutaj i przynieś przede Mnie.”
Juan Diego natychmiast wykonał polecenie. Czuł się spokojny o wuja, bo zaufał Matce Bożej. Pobiegł na kamienisty, pełen jedynie kaktusów i opuncji szczyt i ujrzał tam mnóstwo przepięknych, pokrytych wieża rosą, rozkwitłych pomimo szczypiącego mrozu kwiatów. Zbierał całe ich naręcza i umieszczał w fałdzie tilmy. Potem zszedł na dół. Niebieska Panienka wzięła kwiaty w swoje ręce, poprawiła je w tilmie i powiedziała: „... te rozmaite rodzaje kwiatów są dowodem, znakiem, jaki zaniesiesz do biskupa. Powiesz mu ode Mnie, że ma widzieć w nich me pragnienie i dlatego spełnić ma moje życzenie, moją wolę .... Surowo nakazuję ci nie rozwijać swej tilmy i nie pokazywać jej zawartości, zanim nie znajdziesz się w jego obecności ...”.
Pełen ufności, że teraz wszystko pójdzie szybko i gładko, Juan Diego biegł do biskupstwa, tuląc w tilmie kwiaty ułożone dłońmi Najświętszej Panny. Pod bramą jednak zaczęły się kłopoty z odźwiernymi – udawali, że nie słyszą jego prośby o widzenie z Zumarragą, że jeszcze jest za wcześnie na wizytę, że jest kłopotliwym gościem .... zobaczyli też, że coś niesie i starali się zobaczyć co to takiego. Juan Diego bał się, że zniszczą kwiaty – uchylił nieco fałdy tilmy, by mogli zerknąć do wnętrza. Zdumienie, lęk spowodowały wreszcie pożądany efekt – słudzy poszli wreszcie zawiadomić Jego Ekscelencję o kolejnej wizycie intrygującego Indianina.
Juan Zumarraga zrozumiał, że widocznie Juan Diego otrzymał żądany przez niego znak i tym razem kazał natychmiast go wprowadzić. Indianin upadł na kolana i jak zawsze zdał dokładną relację z kolejnego spotkania. Na koniec otworzył swój płaszcz, w którym były kwiaty.... Kiedy cenne naręcza wysypały się na podłogę, okazało się, że na płaszczu pozostał Wizerunek, Autoportret ..... Wśród kwiatów przeważały... kastylijskie róże! Przecież w Meksyku w ogóle nie było róż - Biskup Zumarraga nie mógł mieć wątpliwości, że jest to znak specjalnie dla niego. Wreszcie uwierzyli wszyscy! Modlili się długo, na koniec biskup zabrał Wizerunek do swojej prywatnej kaplicy.
Już następnego dnia pod przewodem Juana Diego – który został w siedzibie biskupiej – udali się wszyscy na wzgórze Tepeyac, na miejsca objawień. Juan Diego tylko wskazał miejsce, gdzie Pani pragnie, by wybudowano Jej kaplicę i natychmiast poprosił o pozwolenie odejścia. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu wuja. Pozwolono mu odejść, ale nie puszczono samego - stąd wielu świadków, że Juan Bernardino rzeczywiście był zdrowy; mógł natychmiast złożyć biskupowi świadectwo o swojej chorobie, agonii, widzeniu Najświętszej Dziewicy i nagłym, całkowitym uzdrowieniu. To jemu właśnie Maryja objawiła odpowiednie imię dla Swojego Wizerunku: Doskonała Dziewica, Święta Maryja z Guadalupe.
Do swej śmierci w 1544 roku Juan Bernardino opowiadał o tym, co mu się przydarzyło...
Błyskawicznie, w ciągu dwóch tygodni zbudowano kaplicę, otwartą dla całego miasta, do której przeniesiono Wizerunek. Do budowy świątyni Matki Bożej posłużyły kamienie z rozbieranej świątyni pogańskiej bogini Tonantzin.  Przy kaplicy zamieszkał Juan Diego. Rozpoczęła się historia królowania Matki Bożej w sercach Indian....

Przesłanie zawarte w słowach
Maryja mówi: „Juantzin, Juan Diegotzin” – końcówka „-tzin” dla Azteków znaczy „godzien szacunku”, a więc obok czułości zdrobnienia Maryja wyraża szacunek, niemal cześć, gdy zwraca się do jednego ze wzgardzonych przez Hiszpanów ludzi.
Także użyte w rozmowie słowa („najdroższy, najmniejszy i najmłodszy synu”) mają dwojakie znaczenie: podkreślają Jej szczególną miłość i bliskość a dla Indian są wyrazem szacunku i uznania – w kulturze azteckiej tytuły tego rodzaju odnoszono  bowiem do osób wyższych od siebie godnością i posiadających wyjątkowe umiejętności (to dlatego Juan Diego odpowiada: moja Mała Dzieweczko, najdroższa Córko, miła Panienko....). Aztekowie stojący wyżej rangą w hierarchii społecznej nazywali niższych od siebie „ojcami” lub „przodkami” bo oni ich poprzedzają i obecnie mają ustąpić im miejsca (tego aspektu nie ma w rozmowach Juana Diego z Maryją). Poddany mówił do pana używając zdrobnienia „synu” lub nawet „wnuku” właśnie po to, by podkreślić różnicę miedzy nim a sobą: on należy do przeszłości, która odchodzi ... – Juan Diego uniża się wobec Boga i Jego Pośredniczki. Dialog: „najmniejszy synu” – „najmniejsza Córeczko” staje się w ten sposób wzajemnym wyznaniem miłości Maryi i Indianina, świadectwem wzajemnego szacunku!
    Maryja posługuje się miejscowym narzeczem – Bóg zawsze robi wszystko, aby człowiek mógł go zrozumieć. Jednak używa pewnych zwrotów hiszpańskich: o sobie mówi – Santa Maria, o Bogu – Dios; odcina się od politeizmu pogańskiej religijności Indian, jej objawienie nie ma nic wspólnego z kultami rodzimymi; religia chrześcijańska jest czymś całkowicie nowym, czymś „z zewnątrz”.
W zastępstwie franciszkanów, których nauki katechizmowej Juan Diego nie wysłucha, Maryja objawia mu najbardziej podstawowe prawdy chrześcijaństwa: „Jestem ... Matką Boga prawdy, przez którego wszystko żyje, Pana wszystkich rzeczy, jakie są wokół nas, pana nieba i ziemi.” Czyli: Bóg istnieje, jest Panem wszechrzeczy i ma Matkę – nie jest więc kimś dalekim, budzącym tylko trwogę, wręcz przeciwnie. Maryja objawia też dwa nierozerwalne dogmaty: Bogurodzica i zawsze Dziewica. Z Jej ust pada streszczenie nauki chrześcijańskiej, które wpisuje Jej osobę i Jej misję w zasadnicze przesłanie wiary Kościoła.
    Pragnienie powstania sanktuarium – Maryja przede wszystkim chce móc przez nie służyć swojemu ludowi. Chce ukazać Boga – bo jest przede wszystkim drogą do Niego; chce wysłuchać błagań ludu – bo jest Pośredniczką łaski; nie skupia na sobie, lecz na Nim, jest zawsze Służebnicą Pańską zatroskaną o Jego chwałę i dobro człowieka. Maryja chce całkowicie zaangażować się po stronie ludzi – dając swoją miłość, współczucie, pomoc i obronę. Objawia siebie jako Matkę przynoszącą miłosierdzie wszystkim bez różnicy – Indianom, Hiszpanom. Chce wysłuchać wszystkiego, co jedni i drudzy mają Jej do powiedzenia, i wszystko chce uleczyć.
Choć świadkiem i przekazicielem objawienia jest Juan Diego, to biskup ma zbudować kaplicę – przesłanie Maryi ma zjednoczyć jednych i drugich.
    Juan Diego wobec problemów chciałby się wycofać– Maryja nie cofa zaproszenia, wybrania ... tak jak Bóg nie cofa nigdy łaski; odpowiedzią człowieka może stać się zaprzestanie współpracy z nią. Juan Diego, wsparty zapewnieniem Maryi o stałości Jej woli nie rezygnuje -  otrzymuje w zamian łaskę jeszcze większą. Kilkaset lat później uboga karmelitanka w Lisieux powie, ze Bóg pragnie nam dawać coraz więcej i więcej, na miarę naszego coraz większego ufnego pragnienia; maksymalizm łaski wobec minimalizmu naszych lęków przed byciem obdarowanymi. Może to jeden z większych problemów: Bóg jest gotowy dać WSZYSTKO, człowiek chce tak naprawdę bardzo niewiele, bo łaska Boża może się okazać kłopotliwa dla ludzkiej wizji szczęścia, świętego spokoju ....
A przecież Maryja wyraźnie mówi, ze wszystkie niepokoje ludzkiego serca są niczym.
„Czyż nie jestem tu, Ja, któram twoją Matką?” MATKĄ .... całkowicie zaangażowaną w sprawy dziecka.
„Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece?” – wytchnienie i pewność, schronienie, osłona; a jednocześnie nawiązanie do azteckiego obrazu władcy jako drzewa rzucającego opiekuńczy cień na poddanych.
„Czyż nie jestem źródłem twej radości?” Źródłem spełnienia najgłębszego pragnienia każdego ludzkiego serca.
„Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk?” – dla  Indian to najlepsze wyrażenie macierzyństwa w jego złożoności i różnorodności. Fałda, zagłębienie szala lub płaszcza kobiety, tilmy mężczyzny w którym umieszcza się coś, by to przygarnąć do siebie, zabezpieczyć najcenniejsze i najdroższe, przede wszystkim dziecko. Indiańska  Matka nie zostawia swojego maleństwa w kołysce – po ziemi pełzają węże, roi się od skorpionów, a wioska w każdej chwili może zostać napadnięta ....  stała i natychmiastowa gotowość do ucieczki dyktuje, że dziecko jest umieszczone na plecach, bo ręce musza być wolne do domowej, polowej pracy ... Dzieciństwo, pozostawanie na plecach matki to jedyny okres, który dawał poczucie bezpieczeństwa i niezależności wobec zewnętrznych struktur społecznych. My, zaproszeni do pozostawania na stałe, niezależnie od wieku, w takim schronieniu, nie musimy się lękać niczego ani na siłę „brać życia we własne ręce” – znajdujemy się w zagłębieniu płaszcza Matki Najświętszej, która chce nam zabezpieczyć wszystko, czego niezbędnie potrzebujemy.
Chrześcijańska Europa też znała ten motyw – opiekuńczy płaszcz Maryi, pod który uciekano się już w III wieku, otoczenie płaszczem oznaczało wybranie i opiekę, udzielenie azylu...
Skrzyżowane ręce Maryi – Indianie krzyżowali dwa kawałki drewna i pocierając je o siebie wytwarzali iskrę, „rodzili ogień”. Krzyż był dla nich – zagadka dla etnografów i historyków – symbolem nowego życia. Skrzyżowane ramiona matki nie tyko dają schronienie – są źródłem nowego życia.
Maryja przypomina Juanowi Diego i całemu chrześcijańskiemu światu, że Jej zadaniem jest chronić człowieka i towarzyszyć mu, że niesie Ona pokój i daje życie, że z macierzyńska miłością nosi swoje dzieci w ramionach, przytula do swego serca, uspokaja  i broni.
„Czy potrzebujesz czegoś więcej?” – pytanie właściwie retoryczne. Problem polega na tym, że to ja nie chcę uwierzyć, przyjąć do wiadomości, że tak naprawdę niczego już nie potrzebuję poza ramionami Matki, poza Bogiem, który troszczy się dla mnie o to co konieczne.
Wysłany na górę po kwiaty, zobowiązany do ich zerwania i przyniesienia, zaproszony do współpracy Juan Diego staje się w pewien sposób współautorem Autoportretu Maryi. Tak, jakby Matka Boża nie chciała się obejść bez jego pomocy; łaska Boże nie chce niczego czynić bez naszego udziału. Bóg, Maryja nie chcą w nas mieć bezmyślnych niewolników – jesteśmy, jak mówi św. Paweł „współdziedzicami Boga”, którzy mogą współdecydować – do końca, w każdej chwili możemy też powiedzieć „nie”. Nie próbujmy jednak „gdybać”, co by się stało, gdyby Juan Diego  odmówił...
Maryja posyła go trzykrotnie do biskupa – Ona, Królowa Nieba, pokłada całkowite zaufanie w człowieku. Niebo podporządkowuje się ludziom. Tak jak Bóg cały podporządkował się Jej „fiat”, uzależnił zbawienie ludzkości od zgody prostej dziewczyny z Nazaretu, tak i Ona sama uzależnia się od prostego, ale kochającego Ją serca. Ale to już nie tylko prywatna sprawa Juana Diego – jeżeli wybrany przez Maryję człowiek zawiedzie, świat nie otrzyma przeznaczonych mu łask; to samo dotyczy także nas, dzisiaj – któż nam zaręczy, że zaniedbanie np. w modlitwie nie jest moim wkładem, przyczynkiem do tak bujnego rozprzestrzeniania się zła, słabości ... to realnie, konkretnie także moja wina, a nie tylko tych „ich”, którzy się nie modlą. To prawda, każdy odpowiada za siebie, ale też jest prawdą, że każdy jest współodpowiedzialny za udział w odkupieniu, za zbawienie całego świata i ludzkości.
Na koniec rozważań o orędziu zawartym w słowach Maryi pewna tajemnica, która nie zostanie ostatecznie rozwiązana.
W rozmowie z Juanem Bernardino, wujem Juana Diego, objawiając mu się podczas jego choroby, Maryja powiedziała, że jest „Doskonałą Dziewicą, Świętą Maryją z Guadalupe”. Chodzi właśnie o to ostatnie słowo: Guadalupe. Indianie nie znali ani głosek „g” i „d”, i mieli kłopoty z ich wymawianiem. Jak więc Juan Bernardino mógł powtórzyć za Matką Najświętszą słowo tak całkowicie obce jego kulturze językowej? Musiałby je w istotny sposób przeinaczyć! Może więc sama Maryja, wypowiadając się w języku Bernardina użyła słowa, które dla niego byłoby pozbawione obcych spółgłosek, a powtórzone Hiszpanom – i dla nich z kolei obce – zostało wyartykułowane przez nich jako Guadalupe? Oni z kolei mieli poważne trudności z azteckimi słowami, nazwy miejscowa zmieniali na modłę hiszpańską (zachowując w nowej nazwie pierwotne przybliżone znaczenie). Być może tłumacz biskupa Zumarragi, Hiszpan Juan Gonzales, znający dzięki podróżom po kraju język Indian, usłyszał w tym miejscu jakieś indiańskie słowo,  które, gdy chciał je powtórzyć, zabrzmiało w jego ustach albo w uszach jego rodaków jak nazwa ukochanego narodowego sanktuarium? Nie wiadomo – Matka Boża zostawiła nam zagadkę...
Hiszpanom Guadalupe przypomina odległą ojczyznę i ukochane sanktuarium, maryjne chrześcijaństwo, pełne miłości, troski, współczucia, radości... Oto na obcej ziemi Maryja chce im dać to „coś” najdroższego, ale – co ważniejsze – w ten sposób zwraca im uwagę, że jest Matką jednych i drugich: Indian, którym się objawia, i Hiszpanów; podbici przez konkwistadorów „dzicy”, tak okrutnie potraktowani przez Corteza, są przede wszystkim Jej ukochanymi dziećmi. Objawienie się Matki Bożej właśnie Indianinowi niejako wytrącało argumenty zwolennikom traktowania Indian jako istot nie w pełni należących do gatunku ludzkiego. Maryja sama pouczyła teologów, że i Indianie mają dusze a Ona jest Matką tak samo dla Indian jak i dla Europejczyków.  Jedni i drudzy mają w sobie nawzajem odkryć braci, dzieci tego samego Ojca, chociaż politycznie tak wiele ich dzieli. Jedno objawienie, ale co najmniej dwa orędzia, dwa różne przesłania.
    Co mógł usłyszeć Juan Bernardino? Istnieje kilka hipotez:
·    Maryja użyła słowa „Tequatlanopeuh” [tekłatalupe] – „ona, która powstała na szczycie stromej skały”, co byloby nawiązaniem do samego miejsca objawienia;
·    Padło słowo „Tequantlaxopeuh”  [tekłatalope] – ona, która ratuje nas od pożerającego”, a więc ta, która chroni zarówno przed diabłem, jak i przed pogańskimi bożkami, żądającymi nieustannych całopalnych ofiar z ludzi ;
·    Może było to słowo „Tlecuatlapcupeuh”  [tlekłatlapkupe] = „ona, która przybywa z rejonów światła jak ognisty orzeł”; zakładając, że dla Indian ogień symbolizuje miejsce zamieszkiwania i działania boga a orzeł jest symbolem słońca i boskości – przesłanie jest jasne: oto Ta, która jest wysłanniczką Boga;
·    Wreszcie można domniemywać, ze zostało użyte słowo „Tecoatlaxopeuh”  [tekoatlaszope] – „ona, która zgniata węża”, a więc Niepokalanie Poczęta, Niewiasta z protoewangelii Księgi Rodzaju i z Apokalipsy .... Na marginesie warto zapamiętać, że w rejonie Estramadury, w hiszpańskiej Guadalupe MB była w swej figurze czczona jako Niepokalanie Poczęta, zaś w ówczesnym kalendarzu liturgicznym 09 grudnia przypadało w Kościele Wschodnim i Zachodnim Święto Poczęcia Maryi.

Wizerunek i jego przesłanie
    Czym jest tilma, na której odbiły się rysy postaci Maryi? To codzienny strój Azteków, rodzaj męskiego płaszcza, przypominającego szeroki szal. Noszony z przodu przypominał długi fartuch i służył do przenoszenia różnorakich przedmiotów; owijany wokół ramion spełniał rolę płaszcza.
Rodzaj tilmy, gatunek materiału, z którego została sporządzona, określał miejsce jej właściciela w społeczeństwie. Juan Diego należał do klasy średniej – zatem jego tilma była utkana z włókien agawy, związana na lewym ramieniu. Tilma Juana Diego jest nie farbowana – ma naturalną białą barwę włókien; składa się z dwóch kawałków materiału tkanego domowym sposobem na prostym warsztacie, dość luźno – tak, że z bliska płótno zdaje się przepuszczać światło. Materiał zasadniczo nietrwały, którego żywotność określa się na kilkanaście, do dwudziestu lat!!!...
Agawa to roślina, która hojnie zapewnia Meksykanom odzienie (włókna na materiał, również na powrozy), schronienie (z liści robi się strzechy), pokarm (gotowane korzenie i liście), napój, z jej warstw wytwarza się papier, z kolców robi pinezki i igły – meksykański cud natury, roślina - żywicielka.
Pierwszą zagadką jest sama niezniszczalność tkaniny, nie poddawanie się działaniu czynników zewnętrznych, takich jak dotyk i całowanie (ponad 100 lat Wizerunek był dostępny bezpośrednio, bez ram i szkła), dym i światło setek tysięcy świec, dwutlenek węgla wydychany przez miliony pielgrzymów  a nawet – kwas azotowy wylany w 1791 roku podczas kolejnej zmiany ram (pozostał tylko ślad zacieku w prawym górnym rogu). Pomimo to kolory nie blakną, Wizerunek trwa!
Podobnie jak w przypadku Całunu Turyńskiego nie jesteśmy w stanie odtworzyć Wizerunku żądną znaną ludzką techniką. Żadna też kopia, zdjęcie itd., nie jest w stanie oddać delikatności postaci Maryi, rysunku oczu i ust, nie udaje się odtworzyć tajemniczego efektu zmieniania się barw (zmieniają się w zależności od naszej odległości od wizerunku, blakną w miarę zbliżania się i wręcz giną przy spojrzeniu przez szkło powiększające) – zawsze pozostaje poczucie, że to przekłamanie, to nie to!  Badania w podczerwieni wykazały brak jakichkolwiek śladów dotknięć pędzla; nie daje się ustalić składu barwników a badania z lat sześćdziesiątych XX wieku wykazały, że ... powierzchnia wizerunku ma budowę przypominającą ... błonę fotograficzną... może pozwala to łatwiej przyjąć liczącą kilkadziesiąt lat informację, że w źrenicy Matki Bożej odbita jest postać wykazująca zdumiewające podobieństwo z XVI wiecznymi podobiznami Juana Diego, ale nadal przecież nie wiemy, skąd sama postać się tam wzięła (pierwsze powiększenie zdjęć, ukazujące postać odbitą w źrenicy to już rok 1929; oficjalne badania i ich wyniki zostały podane do wiadomości dopiero w 1955 roku – od tamtej pory źrenice Matki Bożej były wielokrotnie poddawane różnorodnym „zabiegom” – np. badanie dna źrenicy oftalmoskopem okulistycznym – i za każdym niemal razem zdumienie naukowców powiększało się, bo wyniki były niesamowite: obraz na źrenicy daje wrażenie wklęsłej rzeźby... Później odkryto obraz kolejnych dwóch postaci ... wiele wskazuje na to, że w źrenicach Matki Bożej odbita jest scena rozwijania tilmy Juana Diego w pałacu biskupim.)
 Rozkładając technikę powstania Wizerunku na czynniki pierwsze nauka odpowiada na większość pytań „nie wiemy” i dokładnie tak jak w przypadku Tkaniny z Turynu pozostaje tylko jedna odpowiedź: Bóg – bo jeśli nie On, to... KTO i... JAK?
Po ludzku mamy do czynienia z materią o wymiarach 168 x 105 cm, sama postać Maryi to 143 x 55 cm. Postać Niewiasty otacza świetlista aureola a Ona sama stoi na sierpie księżyca, ubrana w długą fałdzistą suknię, spiętą pod szyją broszą. Na wierzch ma narzucony płaszcz błękitny lamowany złotem i zdobiony gwiazdami. Postać zdaje się kroczyć powoli w stronę patrzącego. Ręce złożone do modlitwy a głowa lekko pochylona w prawo (dzięki temu twarz uniknęła szwu biegnącego przez środek tilmy, co zniekształciłoby Oblicze). Oczy spoglądają w dół, na kogoś znajdującego się poniżej – cała Twarz pełna jest jednocześnie współczucia i pokory; źrenice oczu są widoczne i zdają się tryskać życiem.
Z pewnością nie jest to stylizacja na Indiankę! Matka Boża pozostawiła sobie typowe szaty kobiety Bliskiego Wschodu z czasów Chrystusa, choć o bogatszej ornamentyce i barwach.
Są też na Wizerunku ludzkie dodatki. Podmalowano na srebrno księżyc oraz szarfę – w opisie oryginału jedno i drugie miało mieć barwę brudnofioletową; dodano złota do promieni aureoli. Przez pewien czas nad głową Maryi były dwa cherubiny a na głowie korona – ostatecznie w czasie renowacji w 1895 roku zostały one usunięte, choć w tych miejscach pozostały ślady – wyraźnie widać ubytki kolorystyczne.

Aby zrozumieć podwójną duchową cudowność Wizerunku z Guadalupe trzeba koniecznie spojrzeć nań oczyma Azteków i oczyma Hiszpanów.
    
Co widział prawowity potomek Azteków?
    Dla Juana Diego i jego współplemieńców na tilmie widoczny był obraz przepięknej Pani, ubranej dostojnie, otoczonej promieniami słońca, stojącej na księżycu z gwiazdami otaczającymi płaszcz i chmurami, które rozstępują się przed nią.
Dopiero czytając obraz według prawideł azteckiego kodeksu (spisywanego za pomocą obrazków) odkrywali jego przesłanie.
Przede wszystkim dostrzegali, że Niewiasta nie jest boginią – Jej twarzy nie okrywa bowiem maska. Jest to jednak Niewiasta potężniejsza od ich bogów, bo góruje nad żywiołami, którym oni składali niekończące się ofiary przebłagalne: Pani na tilmie jest przed słońcem, otoczona niebem, ale nim nie przesłonięta, góruje nad księżycem. Gwiazdy, księżyc i słońce zostały podporządkowane – zdetronizowane ze swych ołtarzy, nie są bogami, którym należy się cześć, zabobonny lęk i ofiary z ludzi.
Niebieski płaszcz z gwiazdami dotyka, okrywa, chroni ziemię i jej roślinność (której symbolu upatrywali w czerwonej tunice Niewiasty) – a więc niebo jest im już życzliwe, jest źródłem miłości i karmicielem, czego nie było w stanie zaoferować żadne z poprzednich bóstw.
Indianie zwracali uwagę, że kolor i roślinność zdobiące tunikę Maryi są znakami dziewictwa, zaś Jej płaszcz mówi o panowaniu i władzy – jedynie władcy wolno było przywdziewać szaty takich kolorów. Płaszcz oraz widoczny na tunice „kwiat słońca” mówił Indianom, że Maryja jest Matką-Dziewicą, nie jest boginią, ale najpiękniejszym kwiatem rodzaju ludzkiego.
Niewiasta składa ręce na znak uznania kogoś wyższego, większego od siebie, tym samym odsyła do głębszych znaczeń ukrytych w obrazie-kodeksie. Jako człowiek Maryja jest jedną z nich, ale jednocześnie jest większa od nich wszystkich i wszystkiego – poza Bogiem.
Maryja jest odziana w wiele znaczące kolory – symbole.
Władcza czerwień to jednocześnie kolor najwyższego bóstwa azteckiego, który obdarzał ludzi życiem i podtrzymywał je; jest także kolorem wschodu – zwycięsko wstającego słońca, zwyciężającego noc, a więc życia rodzącego się ciągle na nowo.
Zielonkawo-błękitny płaszcz to barwy nieba, miejsca zamieszkiwania najwyższego boga. Sama zieleń to barwa nefrytu – kamienia, który dla Indian swą wartością przewyższał złoto, srebro i inne szlachetne kamienie.
Zieleń, podobnie jak błękit, była kolorem bóstwa, zarezerwowanym na ziemi dla władców. Odcień niebiesko-zielony oznaczał napięcie między niebem i ziemią, był znakiem płodności i życia. Kolory te wskazywały na Maryję jako Królową Wszechświata i Matkę.
Anioł znajdujący się na dole Autoportretu  przypominał patrzącym Indianom ptaka tzinitzcan – podobną formą i barwą. W jego kolorowym upierzeniu dopatrywali się symbolu przebóstwienia – jeśli jest to Indianin, oznaczało to, że przez Maryję każdy z nich może osiągnąć godność „dziecka Bożego”. Indianie od początku rozpoznawali w nim Juana Diego...
 Zanim na chrzcie otrzymał hiszpańskie imiona, Juan Diego nazywał się Cuauhtlatohuac  [Kłałtlatołak] – „anioł, który przemawia” ... W pewien sposób to imię odzwierciedlało jego rzeczywisty charakter: był człowiekiem łagodnym, refleksyjnym, spokojnym, chętnie oddającym się rozmyślaniu, jednocześnie był gorliwy, pokorny, ufny, posłuszny, ale ... zdecydowany, rzeczowy i stanowczy (do tego stopnia, że przecież, gdy zakończył rozmowę z Matką Bożą, usłyszał, co ma wykonać, pożegnał się i ... odszedł!). Najprawdopodobniej ślad pierwszego imienia Juana Diego został zachowany przez samą Maryję na Jej Wizerunku. Matka Boża nie zanegowała jego pogańskiej historii życia, choć sama zwracała się do niego jego imieniem chrzcielnym (imieniem hiszpańskim na sposób aztecki zdrobnionym!...) Po raz kolejny widzimy, jak te dwie kultury w Jej Sercu nie tylko się nie wykluczają, ale wręcz uzupełniają.
Na szczególną uwagę zasługują gwiazdy widoczne na płaszczu i kwiaty na tunice Matki Bożej.
Zdobiące płaszcz gwiazdy pozwalają .... dokładnie datować czas objawień w Guadalupe. Okazało się, że rozmieszczenie gwiaździstej ornamentyki na tkaninie odpowiada wyglądowi nieba nad Mexico City tuż przed wschodem słońca, 12 grudnia 1531 roku !!! Jest to o tyle ciekawe, że poza wszystkimi innymi konstelacjami, widocznymi wówczas na niebie – gdyby gwiazdy były odbite również na tunice, wówczas konstelacja Panny (Virgo – Dziewicy) znajdowałoby się na Sercu Maryi, konstelacja Bliźniąt na Jej kolanach, zaś konstelacja Wielkiej Korony Północnej – dokładnie nad Jej głową a konstelacja Lwa na brzemiennym łonie Maryi – do tego za chwilę jeszcze wrócimy!
Kwiaty – przez długie lata były nie odczytane przez tworzących kopie Wizerunku malarzy. Podstawowa uwaga: nie harmonizują one z układem tuniki; tunika jest pofałdowana, kwiaty zaś namalowano jakby na płaskiej płaszczyźnie. Wszystko wyjaśnia się, gdy przyjmiemy, że kwiaty są adaptacją azteckich hieroglifów. Zastosowanie ich przekonywało Indian do prawd chrześcijańskich (kwiat to symbol prawdziwości rzeczy, jej piękna i autentyczności).Kwiaty-hieroglify zastosowane jako forma zapisu nie mogły więc zostać podporządkowane fałdom sukni, bo stałyby się nieczytelne.
Czteropłatkowy kwiat widoczny nieco powyżej łona Maryi, tuż pod wiązaniami cingulum to kwiat słońca, najczęstszy symbol świętych ksiąg azteckich, zasada porządkująca, i to od niego należy najprawdopodobniej rozpocząć „czytanie” obrazu. Umieszczony na łonie Maryi ogłasza, że z Matki Bożej z Guadalupe narodzi się Słońce nowej epoki – zapowiadał narodziny Jezusa Chrystusa, Lwa z pokolenia Judy (!) (na marginesie, który wcale nim nie jest: najnowsze badania wskazują, że Dzieciątko w łonie Maryi jest ułożone już główką do dołu, przygotowane do porodu .... a przecież mamy 12 grudnia, bez mała dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem....).
Kwiat słońca ma postać równoramiennego krzyża – wspominaliśmy już o symbolu nawiązującego do rozpalania ognia; dla Indian to przede wszystkim symbol nowego życia ofiarowanego im przez Boga, w chwili, gdy znaleźli się na krawędzi rozpaczy spowodowanej przez konkwistę, utratę swoich dotychczasowych bożków, kultury, poczucia własnej wartości, wolności i środków do życia. Kwiat słońca to symbol nowego życia i nadziei w Jezusie Chrystusie.
Zidentyfikowano go jako meksykański jaśmin, który Aztekowie nazywali też kwiatem muzyki fletu – kwiat i pieśń to aztecka metafora doświadczenia boskości, prawdy, poezji i filozofii – znajdujący się na łonie Maryi kwiat muzyki fletu przekonuje Indian o prawdzie objawień, prawdzie pozostałych zawartych w Wizerunku treści.
Inne kwiaty – ośmiopłatkowe – są stylizowane na podobieństwo kwiatu słońca: to wezwanie Indian do nawrócenia i naśladowania Jezusa Chrystusa.
Poza drobnymi kwiatami jaśminu na tunice znajduje się dziewięć dużych kwiatów wpisanych w kształt serca (sześć poniżej szarfy, po jednym na rękawach i jeden na piersi) – odczytano w nich nawiązanie do dziewięciu poziomów azteckich podziemi. Ich wzór na tunice to nawiązanie do magnolii – metafory żywego serca wydartego z ciała ofiary: odtąd Indianie nie muszą już składać nie kończących się ofiar z życia ludzkiego, aby ożywiające wszystko słońce mogło wstawać każdego dnia... Mieli złożyć nadzieję w ofierze złożonej przez Jezusa Chrystusa; wystarczyła ofiara Najświętszego Serca Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi – to ich cierpienie zaowocowało odkupieniem świata.
Łodygi kwiatów mają swoje korzenie w niebie – niebo jest domem Indian, ich żywicielem i  przeznaczeniem.
Wręcz nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa, okazała się sugestia, że kwiaty i inne symbole stroju Matki Bożej nawiązują do mapy Meksyku – przyjmując kwiat słońca za Tepeyac i nakładając postać Maryi na mapę Meksyku w skali 1 : 1 000 000 znajdziemy obraz punktów idealnie odpowiadających rzeczywistym odległościom, położenia dziewięciu wulkanów, wzgórza La Malinche  itd. Maryja ukazała niejako wpisaną  „w siebie”  ziemię aztecką, która także jest Jej.
Indianie widzieli Jej sylwetkę jako tańczącą – ugięte kolano, klaszczące (!) dłonie, jeden z kwiatów jako grzechotkę, maracas – Maryja tańczy na chwałę Boga w rytm ich muzyki, zamienia w taniec ich płacz, przyodziewa ich w radość, którą im przywraca.
Postać na tilmie wydaje się świecić, promieniować. „Świecić” to słowo, które w języku azteckim oznacza również „oddychać” – w Matce Bożej z Guadalupe wszystko mówi o nowym życiu, o życiodajnym tchnieniu Jezusa Chrystusa

    Kogo zobaczył Biskup Zumarraga?
Przede wszystkim ikonograficzny typ „Niewiasty obleczonej w słońce”, oznaczający albo Niepokalane Poczęcie, albo Wniebowzięcie.
Aureola, świetlisty otok wokół całej postaci, zwielokrotniony w tym przypadku przez kilkadziesiąt promieni, to atrybut świętości, duchowej mocy i pełnego zjednoczenia z Bogiem. Złoty kolor to nie tyko barwa, ale również światło, jasność chwały Bożej w której przebywają święci – Maryja całkowicie przynależy do świata wartości wiecznych.
Znajdujące się poza aureolą chmury symbolicznie przedstawiają niewidzialnego Boga, w którym Maryja jest całkowicie zanurzona. Również przymknięte powieki sugerują perspektywę wieczności – oczy Maryi zwrócone są ku Bogu a spojrzenie kierowane kontemplatywnie do wewnątrz, ku niebieskiej światłości. Jednocześnie spogląda z czułością na nas – jedno nie wyklucza drugiego: prawdziwe zjednoczenie z Bogiem jest zawsze otwarciem w miłości na potrzeby innych i zapomnieniem o sobie.
Księżyc pod stopami to nie tylko nawiązanie do wizji apokaliptycznej – to również tradycyjny symbol wieczystego dziewictwa Maryi.
Niebieski płaszcz to symbol wieczności i nieśmiertelności, odwołujący także do daru kontemplacji i pobożności, miłosierdzia, prawdy, dobra i piękna. Złote oblamowania płaszcza podkreślają Jej godność królewską.
Różowy kolor tuniki Matki Bożej symbolizuje męczeństwo za wiarę oraz Boża miłość, jaka wypełnia Jej serce. Tunika jest podszyta gronostajem – symbolem czystości i nieskalanej czci, co dodatkowo podkreśla szarfa – cingulum, noszone przez młode, niezamężne kobiety, zdejmowane dopiero po zawarciu małżeństwa. Stylizowane na tunice liście i rozety symbolizują raj będący Jej udziałem, a którego pragnie dla każdego z nas (przypominają się towarzyszące objawieniom na Tepeyac: śpiew ptaków, kwiaty, nieziemska światłość – Maryja nigdy nie opuściła raju, do którego przynależy cała swoją istotą....).  Połączenie w ikonografii czerwieni i błękitu dodatkowo jest zapisem połączenia dwóch tajemnic wiary: macierzyństwa i dziewictwa.
Gwiazdy na płaszczu oznaczają oczywiście firmament niebieski i wskazują na Maryję jako na Królową Nieba. Np. gwiazda ośmioramienna oznacza chrzest i dary odnawiającej łaski – umieszczona na płaszczu Maryi wskazuje na łaski, jakimi za przyczyną Matki Najświętszej Bóg tak hojnie obdarzył Indian, Hiszpanów i wszystkich Jej czcicieli.
Złota broszka z krzyżem – najprawdopodobniej jedno z najstarszych przedstawień różańca (greckiego, o trzydziestu trzech paciorkach-węzełkach !!!) – wskazuje na Maryję jako na świętą, chronioną przed wszelką profanacją.
Sama Maryja ma ręce złożone do modlitwy, w której wstawia się za nami przed Bogiem. Postawa stojąca – wyraz gotowości i czujności, została spotęgowana przez ugięte kolana – Matka Boża wychodzi na spotkanie człowiekowi.
Również anioł ma swoje szczególne znaczenie. Jego czerwone, białe i niebieskie skrzydła oznaczają lojalność, wiarę i wierność, a czerwona tunika jest symbolem miłości wobec tej, której służy. Ona jest Królową Aniołów.  

Działanie Matki Bożej z Guadalupe
    Już od pierwszej chwili Maryja poświadczała swoją życzliwość dla ziemi meksykańskiej. Pierwszego cudu dokonała wobec Juana Bernardino – uzdrawiając go. Kolejny był nie mniej spektakularny: w dniu intronizacji Wizerunku w wybudowanej na Tepeyac kaplicy, 24 grudnia (!) w trakcie rytualnych tańców jeden z Indian został przypadkowo śmiertelnie ugodzony strzałą. Przyniesiony martwy przed Wizerunek z przebitym na wylot gardłem, otoczony modlitwą przez Indian i Hiszpanów, po wyjęciu strzały ... ożył; po ranach z obu stron szyi pozostały ziemiste sińce....
    Największym cudem było jednak nawrócenie na katolicyzm w ciągu siedmiu lat ośmiu milionów Indian (przez 10 lat poprzedzających objawienie franciszkanom i dominikanom udało się nawrócić około  miliona Indian, których religijność pozostawiała wiele do życzenia. Generalnie nie chcieli mieć nic wspólnego z „nową religią” i „chrześcijańskim niebem” zdobywców, którym stawiali wszelki możliwy opór). Setki Indian przybywały codziennie na wzgórze Tepeyac, aby zobaczyć Matkę Bożą i z ust Juana Diego wysłuchać opowieści o wydarzeniach (ciche męczeństwo, by z niezmienną życzliwością, na każde zawołanie opowiadać wciąż, i wciąż, i wciąż ....). W tym samym czasie, gdy kościół w Europie utracił wskutek reformacji pięć milionów wiernych, w Meksyku wstąpiło do niego dziewięć milionów nowych wyznawców (wstąpiło dobrowolnie, nie byli nawracani „ogniem i mieczem”!).
Innym cudem jest wytryśnięcie źródełka w miejscu czwartego objawienia – miejscu, gdzie uciekającego przed Nią Juana Diego Matka Boża spotkała rankiem 12 grudnia. Do dziś bije ono a jego woda dokonuje licznych uzdrowień.
A procesja dziecięca do Matki Bożej w intencji uproszenia cofnięcia zarazy ...
A bitwa pod Lepanto? Przysłana z Guadalupe kopia cudownego Wizerunku znajdowała się w kabinie dowódcy floty genueńsko-watykańskiej, a okręty Świętej Ligi prowadził „Real” płynący pod błękitną flagą Matki Bożej z Guadalupe. W krytycznym momencie walki modlitwa przed Jej wizerunkiem sprowadziła nieoczekiwany silny wiatr, który uniemożliwił manewry triumfującej flocie tureckiej, wywołał wśród jej marynarzy i żołnierzy panikę i ostatecznie umożliwił chrześcijanom zwycięstwo.
A obrona przed gwałtowną powodzią w latach trzydziestych XVII wieku ....
A cofające się kolejne epidemie .....
A tysiące fizycznych i duchowych uzdrowień osobistych ....

Módlmy się z Janem Pawłem II do MB z Guadalupe:

Dziewico Niepokalana,
Matko Boga Prawdziwego i Matko Kościoła!
Ty, która z tego miejsca
objawiasz Twą łaskawość i współczucie
dla wszystkich, którzy pod Twoją uciekają się opiekę,
wysłuchaj modlitwy, wznoszonej do Ciebie  z synowską ufnością,
i przedstaw ją Twemu Synowi, Jezusowi,
naszemu jedynemu Odkupicielowi.

Matko Miłosierdzia, Nauczycielko ukrytej i cichej ofiary,
Tobie, wychodzącej na spotkanie nam, grzesznikom,
oddajemy w tym dniu całą naszą istotę
i całą naszą miłość.
Oddajemy ci także nasze życie, naszą pracę,
nasze radości, nasze słabości i nasze cierpienia.

Udziel pokoju, sprawiedliwości i pomyślności naszym ludom,
gdyż wszystko, co mamy
i czym jesteśmy, powierzamy Twojej pieczy,
Pani i Matko nasza.

Chcemy całkowicie należeć do Ciebie,
z Tobą iść drogą
pełnej wierności Chrystusowi w Jego Kościele:
prowadź nas zawsze swoją miłościwą ręką.

Dziewico z Guadalupe, Matko Ameryk,
błagamy Cię, by wszyscy Biskupi,
prowadzili wiernych ścieżkami
żarliwego życia chrześcijańskiego, ścieżkami miłości
i pokornej służby Bogu i duszom.

Spójrz na to wielkie żniwo
i wstaw się u Pana, by napełnił głodem świętości
cały Lud Boży i wzbudził liczne powołania:
kapłanów i zakonników, mocnych w wierze
i gorliwych szafarzy Bożych tajemnic.

Daj naszym ogniskom rodzinnym łaski,
by szanowały i kochały poczynające się życie
tą samą miłością z jaką Ty w łonie twoim
poczęłaś życie Syna Bożego.

Święta Dziewico, Maryjo, Matko Pięknej miłości,
strzeż nasze rodziny, by trwały w zgodzie,
i błogosław wychowaniu naszych dzieci.
Nadziejo nasza, spójrz na nas z litością,
naucz nas nieustannie iść do Jezusa, a jeśli upadniemy,
pomóż nam podźwignąć się i wrócić do Niego
przez wyznanie naszych win
i naszych grzechów w sakramencie pokuty
przynoszącym spokój duszy.

Błagamy Cię, udziel nam daru umiłowania
wszystkich świętych Sakramentów,
które jako znaki pozostawił dla nas Syn Twój na ziemi.

Wtedy, Matko Najświętsza, z pokojem Bożym w sumieniu,
z sercem wolnym od złości i nienawiści
będziemy mogli nieść wszystkim prawdziwą radość
i prawdziwy pokój,
których źródłem jest Twój Syn,
Pan nasz Jezus Chrystus,
który z Ojcem i Duchem Świętym
żyje i króluje na wieki wieków. Amen

.
                    Meksyk, styczeń 1979                  


Do opracowania niniejszego tekstu posłużyły następujące pozycje:
1.    K. Osiński, Autoportret z Guadalupe, Warszawa 1999.
2.    opr. zb., Ukryci w moich skrzyżowanych ramionach. Przesłanie z Guadalupe, Warszawa 2002.
3.    Miejsca Święte, nr 12 (82) 2003.

 

Joomla templates by a4joomla