02 października 2002 roku Parafialny Oddział Akcji Katolickiej przy Katedrze Świętego Floriana zaprosił p. prof. Mariana Drozdowskiego z wykładem  poświęconym  Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu.

 Przez POAK została zorganizowana wystawa poświęcona Eugeniuszowi Kwiatkowskimu – wicepremierowi Rządu Polski międzywojennej,  na mocy uchwały Sejmu - patronowi roku 2002.  
Rok Eugeniusza Kwiatkowskiego ...  niewiele się o tym mówi –członkowie  POAK św. Floriana jako jedni z nielicznych podjęli ten temat.

Szanowni Państwo, Droga Młodzieży,
chcę przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: dlaczego zajmuję się Eugeniuszem Kwiatkowskim?  
Byłem studentem Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Szczecinie i tam pisałem pracę dyplomową („Planowanie pracy manewrowej na stacji Szczecin-Port Centralny”) a później magisterską („Kolejowa obsługa Portu Szczecińskiego”). I właśnie w Porcie Szczecińskim, przygotowując rozprawę magisterską, poznałem wielu byłych pracowników Portu w Gdyni, oraz – podczas praktyk w Szczecińskiej Dyrekcji Kolei Państwowych – budowniczych magistrali Śląsk – Gdynia. Byłem uczniem bezpośrednich współpracowników Eugeniusza Kwiatkowskiego.     Promotorem mojej pracy był jeden z najbliższych współpracowników Kwiatkowskiego, profesor Bolesław Kaczmarkiewicz (to on planował tak atrakcyjne taryfy kolejowe, dzięki którym Gdynia biła konkurencyjnie Szczecin, Gdańsk i inne porty bałtyckie i stała się wkrótce największym portem Bałtyku). Obok niego wykładowcą z ekonomiki transportu morskiego był Bolesław Koselnik, twórca Kolegium Ekonomicznego w Gdyni, wykładowcą prawa gospodarczego – profesor Leon Babiński, który reprezentował Polskę w Komisji Międzynarodowej w sprawie Konwencji Genewskiej, jeśli chodzi o Górny Śląsk, oraz profesor Kazimierz Sokołowski, który pracował w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Jako student, w czasach stalinowskich, znalazłem się więc „w radiostacji” wpływów ludzi Eugeniusza Kwiatkowskiego.


Zastanawiając się nad tematem rozprawy doktorskiej pomyślałem: warto przygotować doktorat o Kwiatkowskim.
Był 1955 rok, siedziałem przed komisja, która miała zadecydować, czy należy mi się stypendium doktorskie czy nie. W Komisji byli między innymi: Żanna Kormanowa, Leon Grosfeld
i inni dygnitarze partyjni tamtych czasów. Pamiętam, że zaproponowałem: Chciałbym przygotować pracę pod tytułem „Polityka gospodarcza rządu polskiego w latach 1936 – 39”, a więc w okresie, kiedy wicepremierem do spraw gospodarczych (jedynym wówczas wicepremierem) był Eugeniusz Kwiatkowski. Odpowiedziano mi: To chyba chcieliście pisać o faszystowskiej, sanacyjnej polityce gospodarczej lat trzydziestych. Pamiętam swoją odpowiedź: Jeżeli już wiadomo, jaka była ta polityka, to po co pisać o niej pracę naukową?
 A później przyszedł październik 1956 r. ... I właśnie w październiku 1956 roku, w Pałacu Kultury, na spotkaniu poświęconym planowi rozwoju elektryfikacji kraju poznałem po raz pierwszy bohatera mojej pracy, Eugeniusza Kwiatkowskiego. Od tego czasu do jego śmierci (a zmarł w 1974 roku) zaprzyjaźniłem się z nim, często byłem gościem w Krakowie na ulicy Słowackiego 8/8, gdzie mieszkał u córki; dostałem jego materiały statystyczne, jego prace, konsultował fragmenty mojej pracy i ocenił później całość rozprawy, która ukazała się w PWN (miałem zaszczyt dostać za tę pracę nagrodę Polityki w 1964 roku).
Znałem więc osobiście bohatera, któremu poświęciłem kilka publikacji.
Po rozprawie doktorskiej „Polityka gospodarcza rządu polskiego ...”, a więc polityka Kwiatkowskiego, wydałem książkę pod tytułem „Rzecz o Rzeczpospolitej morskiej” Eugeniusza Kwiatkowskiego, którą wydałem w czasach podziemnej Solidarności, dedykując ją studentom i profesorom nowego Uniwersytetu Szczecińskiego.
Później napisałem książkę pod tytułem „Eugeniusz Kwiatkowski w myśli ekonomicznej
i publicystyce”, w której pokazałem spory o jego politykę. Ukazały się także dwie biografie: w Wydawnictwie Literackim wydałem książkę „Eugeniusz Kwiatkowski - człowiek i dzieło” a kiedy udostępniono mi w ostatnich latach archiwum domowe napisałem drugi wariant tej biografii: „Eugeniusz Kwiatkowski”i wydałem w Ossolineum.
Kiedy już ją napisałem, wysłałem memorandum do wszystkich możnych Trzeciej Rzeczpospolitej, a więc do Prymasa, do Prezydenta, do Premiera, do przywódców wszystkich partii, przypominając, że z tym roku mija 80. rocznica ustawy sejmowej o budowie Gdyni (ustawa z 23 września 1922 roku) i 65. rocznica uchwały o budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego (uchwała 07 lutego 1937 roku). W związku z tym należałoby uczcić człowieka, który te dwie decyzje Sejmu II Rzeczpospolitej realizował, bo był tym, który rozbudował Gdynię  i był tym, który podniósł plan budowy COP-u  i zostawił po sobie setki tysięcy nowych miejsc pracy.
Wiedząc, że ja nic nie znaczę lub bardzo mało, napisałem też memoranda do miast, które zawdzięczają swój rozwój Kwiatkowskiemu. Mogłem liczyć na Gdynię, mogłem liczyć na Stalową Wolę i mogłem liczyć na Politechnikę Warszawską, na towarzystwa naukowe … – i w efekcie wszystko to spłynęło do Prezydium Sejmu. Oczywiście ta masa uchwał miast i towarzystw naukowych spowodowała, że Sejm 24 stycznia 2002 jednomyślnie uchwalił rok 2002 Rokiem Eugeniusza Kwiatkowskiego. wielka w tym zasługa prof. Tomasza Nałęcza – wicemarszałka Sejmu i Bronisława Kumorowskiego, posła, Prezesa Ligi Morskiej i Rzecznej.
Wydawało mi się, że skoro jest uchwała Sejmu, to natychmiast telewizja, radio, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Trybuna” i tak dalej ... spopularyzują Rok Kwiatkowskiego. A tu cisza. Napisałem więc list do red. A. Michnika. Odpisał mi za pośrednictwem sekretarki w kilku zdaniach, mniej więcej w tym tonie: „Panie Profesorze, „Gazeta Wyborcza” nie będzie się angażować w promocję roku Eugeniusza Kwiatkowskiego.” Jeszcze bardziej nielogicznie zareagowała „Rzeczpospolita”, ponieważ zaatakowała Wojewodę Podkarpackiego, że po uchwale poparł ideę Roku Kwiatkowskiego. Tylko zapomniała dodać, że w ogóle o tej uchwale nie napisała…
W ten sposób zorientowałem się, że na wpływowe media nie mogę liczyć. W związku z tym uruchomiliśmy działania w miastach morskich i COP-owskich. A więc: sesje naukowe z udziałem uczelni wyższych odbyły się w Warszawie, Gdyni, w Szczecinie, w Poznaniu, w Rzeszowie,
w Dębicy. Uruchomiliśmy krajowy konkurs wiedzy dla szkół imienia Kwiatkowskiego – i tutaj chcę powiedzieć, że istnieje Federacja szkół Kwiatkowskiego z centrum w Jarocinie. Tych szkół jest kilkanaście, będą się zbierały co roku w innym mieście. Uruchomiłem także Warszawę, a za kilka dni będę na dniu Papieskim w Gdyni z odczytem o Kwiatkowskim.

Obok wydania biografii udało się namówić Sejm, by wydał archiwum Eugeniusza Kwiatkowskiego. Wspólnie z córką, panią dr Ewą Kwiatkowską – Obrąbalską wydajemy nieznane dokumenty, i niedługo Państwo będziecie mogli je otrzymać. A wiec jego korespondencję, między innymi z Prymasem Augustem Hlondem, bo był jego przyjacielem, z metropolitą krakowskim Kardynałem Sapiehą, Prymasem Stefanem Wyszyńskim, jego relacje wzajemne z krakowskim metropolitą Karolem Wojtyłą (byli wielkimi przyjaciółmi, ponieważ Metropolita zbierał na „herbatki” Legionistów, POW-iaków i kombarantów z AK i brylował na tych  spotkaniach Kwiatkowski).

Proszę Państwa,
Ř    kiedy mamy ponad trzy miliony bezrobotnych, kiedy połowa Polaków boi się utraty miejsc pracy, kiedy wśród bezrobotnych jest coraz więcej ludzi z wyższym wykształceniem a w samej stolicy już mamy 66,4 tysiące bezrobotnych,
w województwie Mazowieckim 350 tysięcy a wokół województwa 1.300 tysięcy,
Ř    kiedy pada gałąź za gałęzią przemysłową (a to przemysł odzieżowy, włókienniczy, tekstylny i teraz grozi nam likwidacja przemysłu stoczniowego), kiedy dawne miasta COP-owskie, które były centrum naszego przemysłu obronnego, padają (Mielec, Dębica, Stalowa Wola – boję się, że teraz ona właśnie może ulec likwidacji tak jak wiele zakładów hutniczych, bo grozi limit produkcji Unii Europejskiej),
Ř    kiedy flotę w większości sprzedaliśmy obcym banderom i trzeba teraz płacić za transport,     kiedy nasze rybołówstwo ograniczyliśmy poważnie a i ceny ryb morskich są bardzo wysokie, a przecież mieliśmy duży potencjał,
- w tej sytuacji przypomnienie człowieka, który jest alternatywą tej stagnacji, który, kiedy rządził przemysłem – a był Ministrem Przemysłu i Handlu w latach 1926-30 – roczny przyrost produkcji przemysłowej wynosił 10%, który z Gdyni, małej wioszczyny (miała w 1921 roku 1300 mieszkańców) uczynił miasto, które we wrześniu 1939 roku miało 135.000 mieszkańców
i w tej wioszczynie uczynił największy port na Bałtyku ... - Dzisiaj oczywiście jest to wyrzut sumienia.
I dlatego media milczą, bo znaczna ich część jest w rękach korporacji międzynarodowych, a ich zadaniem nie jest już obrona narodowych interesów gospodarczych, ale przede wszystkim promocja interesów tych korporacji.
W tej dramatycznej sytuacji, która nie jest w pełni naświetlana przez media – może niektóre – w tej dramatycznej sytuacji przypomnienie Kwiatkowskiego ma olbrzymie znaczenie obywatelskie.
Co jest aktualnego z doświadczeń Kwiatkowskiego.
Po pierwsze Kwiatkowski był człowiekiem odważnym i mówił bolesną prawdę. Mówił, że pierwszym krokiem wyjścia z kryzysu jest obnażenie prawdy. Był człowiekiem wykształconym, skończył Politechnikę Lwowską, Politechnikę Monachijską i miał olbrzymie doświadczenie jako organizator produkcji. Przypominam, że pracował w Gazowni Lubelskiej, w Gazowni Łódzkiej, w fabrykach chemicznych, był Dyrektorem Technicznym Chorzowa. Chorzów przejęliśmy jako fabrykę państwowa w czerwcu 1922 roku i wszystkim się wydawało, że kiedy Niemcy nie dadzą nam procesów technologicznych, kiedy wycofają kadrę inżynieryjno – techniczną, to Chorzów padnie. Tymczasem dwóch wybitnych polskich chemików: Dyrektor Chorzowa Ignacy Mościcki, późniejszy Prezydent Rzeczpospolitej i jego przyjaciel Eugeniusz Kwiatkowski uczynili z Chorzowa jeden z silniejszych zakładów na Śląsku. Mieliśmy suwerenność polityczną na Śląsku, ale podmiotem gospodarczym był kapitał niemiecki. Więc sukces.
Później przejmuje 08 czerwca 1926 roku kierownictwo resortu przemysłu i handlu i pełni tę funkcje do 04 grudnia 1930 roku.
Co mu zawdzięczamy? Weźmy Warszawę: Państwowe Zakłady Optyczne - nowoczesne standardy produkcji, Państwowe Zakłady Lotnicze na Okęciu i Paluchu - nowoczesne na ówczesną Europę standardy produkcji, Państwowe Zakłady Uzbrojenia, rozbudowa Lilpopa, Państwowa Fabryka Parowozów, przemysł tekstylny, odzieżowy, metalowy, elektrotechniczny… Dziesięć procent rocznych przyrostów produkcji – to trwa oczywiście do 1929 roku, do czasu wybuchu kryzysu.
Kwiatkowski przygotowuje przede wszystkim dekret o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych, pokazuje, że zakłady przemysłowe, państwowe wcale nie muszą być deficytowe jeżeli mają na poziomie kadrę inżynieryjno – techniczną, managerską i jeżeli po prostu ludzie widzą swoją przyszłość i łączą swoje talenty, swoją wydajność,  ze swym zakładem. I tak było. Istnieje szalona różnica między poziomem inteligencji technicznej, managerskiej czasów międzywojennych, czasów Kwiatkowskiego a dzisiaj. Szalona różnica na niekorzyść dzisiejszego pokolenia inteligencji technicznej.
Kwiatkowski tworzy zaplecze naukowe dla polityki gospodarczej: rozbudowuje Główny Urząd Statystyczny, powołuje Instytut Badania Koniunktur Gospodarczych i Cen, na czele którego stawia wybitnego ekonomistę Edwarda Lipińskiego, powołuje Instytut Eksportowy.
Nie tyko rozwija się Warszawa, Warszawski Okręg Przemysłowy, ale także Poznań (Cegielski), Śląski Okręg Przemysłowy i zaczyna już w 1928 roku budowę tzw. Trójkąta Bezpieczeństwa, czyli zalążek Centralnego Okręgu Przemysłowego w widłach Wisły i Sanu. A więc Radom, Starachowice, Ostrów Świętokrzyski - tu  gdzie dzisiaj mamy tyle bezrobocia i tyle beznadziei.
Głównym jednak osiągnięciem nie jest polityka przemysłowa, ale polityka morska. Kwiatkowski jest symbolem nowoczesnej polityki morskiej. Ona miała kluczowe znaczenie. Dlaczego? Otóż, w 1925 roku - po reformach Grabskiego, kiedy wprowadziliśmy złotówkę, powołaliśmy Bank Polski, wprowadziliśmy porządek ekonomiczny - wymagaliśmy od optantów niemieckich opowiedzenia się: albo zostajecie w Polsce i respektujecie prawo Konstytucji Rzeczpospolitej albo jesteście obywatelami niemieckimi. Kilkaset tysięcy Niemców opuściło tereny Rzeczpospolitej, nastąpił proces polonizacji Bydgoszczy, Grudziądza, Poznania i wielu innych miast. Ale Niemcy zaczęli dezorganizować nasze życie gospodarcze, nie godząc się z nowymi granicami. Zaczęli odmawiać przyjmowania naszych towarów. Gros produkcji Śląska pracowało wówczas na rzecz rynku niemieckiego; kiedy oni powiedzieli „nie” dla polskich towarów, myśmy odpowiedzieli retorsjami i rozpoczęła się gospodarcza wojna, która trwała do 1935 roku.  Mieliśmy sytuację następującą: trudny rynek niemiecki z wojną celno-gospodarczą i martwy rynek wschodni, bo Rosja stalinowska o ile w ogóle była mowa o współpracy, chciała raczej długoterminowych kredytów na wielkie inwestycje u siebie, dla swojej pięciolatki. Czy Polska była w stanie takich kredytów udzielić – nie. A więc „być albo nie być” polskiej gospodarki to wówczas znaleźć nowe rynki zbytu na polski węgiel, na polskie wyroby hutnicze, na polski cukier, na polskie wódki, na przemysł spożywczy i tak dalej. I stąd ten wymóg: Gdynia - bo Gdańsk był w ręku niemieckim. Był on podporządkowany najpierw polityce Republiki Weimarskiej a później III Rzeszy po legalnym zwycięstwie Hitlera w 1933 roku; być albo nie być polskiego rynku pracy, los milionów Polaków zależał od faktu, czy zbudujemy szybko Gdynię i czy połączymy własną linią kolejową, która będzie przebiegać tylko przez terytorium Polski, Śląsk z Gdynią.
I zrobił to Kwiatkowski. Zrewidował dotychczasową umowę z Konsorcjum Francuskim, zaangażował prywatne spółki akcyjne do budowy polskiej floty handlowej, później polskich linii oceanicznych, zaangażował środki państwowe i pożyczkę francuską do budowy linii kolejowej Śląsk – Gdynia.  Gdynia stała się największym portem na Bałtyku. To jest druga wielka sprawa rozwiązywana nie tylko przez Kwiatkowskiego i oczywiście przez tysiące ludzi, którzy z nim współpracowali, wybitnych naszych inżynierów, ekonomistów na czele z inż. Tadeuszem Wendą.
Następna sprawa to mentalność Kwiatkowskiego. To był człowiek kultury zachodnio-europejskiej. Znał świetnie języki obce, znał świetnie to co wielkie w cywilizacji i kulturze niemieckiej, poznał Monachium – zresztą dzisiaj największa siła Republiki Federalnej; dochód narodowy w Bawarii wynosi dzisiaj 44 tysiące dolarów na głowę, podczas gdy w Polsce 7 tysięcy ... to jest dystans, który mamy dzisiaj.
Otóż, Kwiatkowski był człowiekiem, który uważał, że metody Marszałka Piłsudskiego w walce z opozycją są dyskusyjne. Po prostu nie zabezpieczają obywatelskiego zaangażowania społeczeństwa. Aresztowanie w Brześciu przywódców opozycji na czele z twórcami
II Rzeczpospolitej Witosem, Ciołkoszem, Korfantym, aresztowanie dwóch tysięcy działaczy PPS, później PSL-Piasta, Wyzwolenia, Stronnictwa Chłopskiego, Chrześcijańskiej Demokracji i tak dalej - wszystko to nie służy interesom Polski. I brutalne traktowanie tych więźniów w Brześciu. Poza tym uważał, że pacyfikacje wsi ukraińskich też nie służą interesom Polski. Dlaczego? Dlatego, że zrozumiałe jest, iż Polska miała prawo bronić się wobec terrorystów ukraińskich, aresztować ich i skazywać. Ale kiedy we wsiach ukraińskich jednakowo wszystkich traktowano i stacjonujące oddziały wojska polskiego te biedne wsie zmuszały do usług ekonomicznych, dochodziło zresztą do gwałcenia setek kobiet ukraińskich ... – rodziło to antypolską nienawiść. Ona później dała znać o sobie w okresie rzezi wołyńskiej. W okresie tych napięć polsko-ukraińskich Kwiatkowski uważał, że trzeba znaleźć inne metody, że trzeba uszanować tożsamość religijną, kulturową Ukraińców, Litwinów, Białorusinów ...  i przekonać, że państwo polskie nie niszczy ich kultury ale daje im znacznie większe szanse niż sowiecka Rosja, niż sowiecka Ukraina, niż sowiecka Białoruś. W związku z tym został odsunięty z funkcji ministra. A poza tym nie należał do Pierwszej Brygady, tylko był współpracownikiem pułkownika Władysława Sikorskiego w Wydziale Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego, czyli nie był w tej grupie, która mówiła „my, twórcy państwa polskiego”.
W każdym bądź razie odsunięto go na boczny tor i dano mu funkcję dyrektora Mościc, które zbudował w oparciu o procesy technologiczne Ignacego Mościckiego. W okresie kryzysu, kiedy rolnictwo nie miało środków na zakup nawozów sztucznych, być albo nie być Chorzowa a później Mościc, to znaleźć atrakcyjne formy sprzedaży kredytowej i znaleźć porozumienie z załogą ... Kwiatkowski potrafił wytłumaczyć załodze, że wy, kochani musicie pamiętać o potencjalnych bezrobotnych, więc jeżeli skrócimy dzień pracy w Mościcach do sześciu, pięciu godzin, to oczywiście obniżamy standardy życia naszego, ale wielu kolegów, którzy poszli by na tak zwane bezrobocie nie  miałoby pracy. Potrafił przekonać, czego nasze związki zawodowe często nie rozumieją, że mają obowiązek nie tylko wobec pracujących swych członków, ale i wobec bezrobotnych. Potrafił się dogadać z załogą i związkami zawodowymi.
Po śmierci Marszałka Piłsudskiego, którego oczywiście bardzo cenił, mając także krytyczny stosunek do niektórych aspektów jego polityki, wrócił 12 października 1935 roku  na funkcje rządowe jako Minister Skarbu i Wicepremier do Spraw Gospodarki. I pełnił tę funkcję do 30 września 1939 r. (praktycznie do 17 września, ale teoretycznie do 30 września, będąc już internowanym w Rumunii).
I wtedy musiał wykazać niesamowity talent. Był olbrzymi kryzys budżetowy kiedy przyjął funkcję Ministra Skarbu. Jakimi metodami opanował kryzys finansów publicznych Eugeniusz Kwiatkowski? Po pierwsze wprowadził podatek specjalny od wysokich wynagrodzeń i tak jak kiedyś jego wielki poprzednik, Władysław Grabski, poprzez podatek majątkowy stworzył szansę unormowania sytuacji pieniężno walutowej, opanowania inflacji i opanowania kryzysu budżetowego, deficytu budżetowego, tak poprzez podatek specjalny, a więc przerzucając ciężar na ludzi najbardziej uprzywilejowanych pod względem dochodów, uzyskał szybko, bo w przeciągu półtora roku sukces. Zrównoważył budżet. A kiedy zrównoważył budżet, to mógł wypromowane środki w związku z poprawą koniunktury przerzucać na inwestycje.
A u nas co się dzieje? Mamy nie tylko prawie czterdziesto-miliardowy deficyt budżetowy, ale te deficyty, które rosły przez lata spowodowały olbrzymie zubożenie państwa, które przekracza trzysta miliardów złotych. Państwo wydaje obligacje i te obligacje to teren przede wszystkim angażowania się kapitału zagranicznego, który nie angażuje się w proces produkcyjny, bardzo rzadko, w tworzenie nowych miejsc pracy, dlatego że zyski z handlu obligacjami są pewniejsze i łatwiejsze niż zyski w procesie produkcyjnym. I my ciągle płacimy koszty deficytu budżetowego, który szybko zlikwidował najpierw Grabski a później Kwiatkowski. I to jest ta olbrzymia różnica między III Rzeczpospolitą a II Rzeczpospolitą.
Kwiatkowski opracował czteroletni plan inwestycyjny, który był zsynchronizowany z sześcioletnim planem rozbudowy sił zbrojnych. Ruszyły zakłady przemysłu obronnego i telekomunikacyjne, i lotnicze a przede wszystkim powstało pięćdziesiąt pięć nowoczesnych zakładów pracy w COP-ie, który obejmował zachodnią część województwa Lwowskiego, wschodnią część województwa Krakowskiego, województwo Kieleckie i południową część województwa Lubelskiego. Powstała Stalowa Wola. Tempo, przy prymitywnych metodach budownictwa, było takie, że ścięto pierwsze drzewo - a po pół roku oddawano bloki mieszkalne i hale fabryczne.
Już w czerwcu 1938 r. uruchomiono pierwszą produkcję  nowoczesnych armat w Stalowej Woli, zbudowano elektrownię, w Dębicy powstał Stomil, a więc opony dla samolotów, dla samochodów, wielki kombinat, poza tym fabryka sztucznego kauczuku, w Rzeszowie powstała fabryka silników lotniczych, która obsługiwała Mielec, a przede wszystkim nasze nowoczesne „Łosie”, fabryka uzbrojenia, w Mielcu powstała fabryka samolotów, oczywiście wiele fabryk chemicznych prochu i niezbędnego sprzętu telekomunikacyjnego. Wszystko w oparciu o najwyższego lotu procesy technologiczne opracowane przez Politechnikę Lwowską, Warszawską i przez biura studiów Cegielskiego w Poznaniu oraz śląskich wielkich zakładów metalurgicznych. Sto dziesięć tysięcy miejsc pracy w przeciągu niespełna trzech lat powstało w COP-ie. Prawie pół miliona ludzi zmieniło swój styl życia. Z tej biedoty, która nocami czekała na zajęcie, z Podkarpacia, Pogórza czy nawet z Polesia. I nowy sukces. Znowu roczny przyrost produkcji w granicach 10 % w latach 1937 – 39.
Nie było oczywiście łatwo. Lobby wojskowe na czele z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym, Ministrem Spraw Wojskowych Tadeuszem Kasprzyckim, wiceministrem do Spraw Administracji (a więc odpowiedzialnym za przemysł) generałem Aleksandrem Litwinowiczem chciało, by tempo było większe. I by całość zaoszczędzonych w bankach środków szła przede wszystkim na uzbrojenie, bo nasze zacofanie jest olbrzymie, zarówno w stosunku do armii hitlerowskiej, jak i sowieckiej. Oczywiście mieli rację. Tylko, że gdyby Kwiatkowski zgodził się na inflacyjne nakręcanie koniunktury, a Polacy pamiętali te dramatyczne lata 1922 – 23, to wówczas znaczna część rodaków ruszyłaby na banki, wycofałaby swoje oszczędności, zaczęła lokować w złocie, dolarach i cóż z naszej gospodarki by zostało? Tym bardziej, że trzeba pamiętać, iż znaczna część tych wpłat to były wkłady ludności żydowskiej, która miała znaczne wpływy w finansach, handlu, w wielu dziedzinach przemysłu. I ta ludność widziała co się dzieje w III Rzeszy. Opanowanie, spokój było bardzo ważną rzeczą, dlatego, że ta ludność miała podstawę bać się wojny, bać się tego co się zaczęło w III Rzeszy. W każdym bądź razie był wielki konflikt między Kwiatkowskim, który chciał to wszystko trzymać w ryzach harmonii ekonomicznej a grupą wojskowych, która uważała, że trudna sytuacja międzynarodowa usprawiedliwia jawną inflację i kreowanie środków na zbrojenia kosztem standardów życia. Polska ze swoim potencjałem ludnościowym, potencjałem przemysłowym nie była w stanie konkurować z potęgą przemysłową Niemiec czy z potęgą przemysłową rosyjską. Żaden geniusz nie był w stanie konkurować. Jeżeli byśmy oczywiście wyprodukowali  - a mogliśmy – więcej armat, więcej czołgów, mogliśmy się bronić dłużej o kilka dni lub kilka tygodni. I nic więcej. Straty byłyby oczywiście kilkakrotnie większe. Taka była obiektywna rzeczywistość.
Później przyszło internowanie w Rumunii. I przyszło to co najgorsze w naszych reakcjach narodowych. Mianowicie: Kwiatkowski zgłasza się na prostego żołnierza do byłego swego zwierzchnika w Departamencie Wojskowym, Premiera i Naczelnego Wodza, generała Sikorskiego. Sikorski mówi „Nie. Wy jesteście odpowiedzialni za klęskę narodową. Był to rząd klęski narodowej. I nie macie prawa służyć, nie macie prawa do pełni obywatelskich powinności, bo nie biorę odpowiedzialności za zachowanie się waszych przeciwników.” I to samo odpowiada. Składkowskiemu.
Tam, w Rumunii Kwiatkowski  dowiaduje się o tragicznym losie swego syna. Jan, rocznik 1914, młody chorąży pułku artylerii ciężkiej, 18 września wyjechał na zwiad. Oddział został otoczony, ale dzięki odwadze, na motocyklu wraca do swego oddziału i przyjaciele, koledzy trzema strzałami zabijają go, bo biorą go z oddali za żołnierza Wehrmachtu, nie wierząc, że można było się przedrzeć przez otaczający oddział niemiecki. Ginie z rąk najbliższych przyjaciół. Jest to tragiczna śmierć –  takich tragedii było sporo w tej wojnie, o czym się rzadko mówi. Kwiatkowski przeżywa to głęboko; przeżywa podwójnie: śmierć syna i izolację.
Kiedy już zwalniają go z internowania w 1944 przyjeżdża do niego „szara eminencja” reżimu komunistycznego, Jerzy Borejszyn, odpowiedzialny z ramienia Komitetu Centralnego za kontakty z inteligencją. Mówi, że jest z polecenia Bolesława Bieruta, Prezydenta KRN i że Kwiatkowski ma do wyboru: albo objąć funkcję Delegata Rządu do Spraw Wybrzeża i wykorzystać swój talent i doświadczenia polityki morskiej dla odbudowy, albo będzie internowany w Rosji. Oczywiście po Jałcie Kwiatkowski zdaje sobie sprawę, że żadnej trzeciej wojny nie będzie, że Zachód nie kiwnie palcem w obronie naszej niepodległości, skoro zrzekł się uznania polskiego legalnego rządu i polskiego prezydenta Władysława Raczkiewicza i premiera Tomasza Arciszewskiego, że interes narodowy wymaga odbudowy i nie mamy alternatywy, musimy się zaangażować w odbudowę kraju, przede wszystkim portów, bo musimy przyjąć dary UNRR, żywność, odzież dla schorowanych, zmęczonych, głodnych rodaków.
Kwiatkowski staje na czele Delegatury Rządu do Spraw Wybrzeża. I rzeczywiście dzięki jego zaangażowaniu tysiące ludzi ma już kierunkowskaz,  wie, że to jest moralne, to jest uczciwe z punktu widzenia służby Rzeczypospolitej – zaangażować się w proces odbudowy a przede wszystkim w proces odbudowy transportu morskiego. Ale komuniści traktują go instrumentalnie. Kiedy rozpoczyna się proces stalinizacji naszej gospodarki, kierowany przez Hilarego Minca, który był dyktatorem gospodarczym, człowiekiem, który prowadził proces stalinizacji gospodarki, czyli likwidacji sektora prywatnego, spółdzielczego, komunalnego, upaństwowienia według dyrektyw centralnego planu a przede wszystkim według interesu Moskwy, która uzależniła nasz potencjał przemysłowy od kompleksu militarnego. Wtedy Kwiatkowski zostaje zdymisjonowany.
Berman, kiedy ofiaruje mu wstąpienie do PPR a on mówi, że jest bezpartyjny, inspiruje późniejszą decyzję Romana Zambrowskiego, który kieruje polityką organizacyjną KC PPR, zabrania Kwiatkowskiemu mieszkać i wykładać na Pomorzu...
Opuszcza więc swoje kochane Wybrzeże. Ale nie jest człowiekiem pamiętliwym, swój talent
i energię koncentruje w zawodzie chemika. Pisze wspaniałą pracę „Nowoczesna chemia przemysłowa”, pisze hasła do „Młodych przewodników techniki”,  zajmuje się działalnością naukową i pisze pamiętniki.
Kiedy wybucha październik 1956 ludzie Wybrzeża, Wyższa Szkoła Handlu Morskiego  
w Sopocie, Zarząd Portu w Gdyni i Szczecinie, wszystkie uczelnie pomorskie, przedsiębiorstwa pomorskie żądają powrotu Kwiatkowskiego na Wybrzeże i żądają przede wszystkim objęcia przez niego funkcji Ministra Gospodarki Morskiej. Ale Kwiatkowski nie ma złudzeń. Wie, że Październik to jest krótki epizod; komuniści byli zmuszeni ustąpić w postaci zgody na zwolnienie Prymasa Stefana Wyszyńskiego, zgody na rady robotnicze, ale to wszystko trwa krótko i to wszystko wróci do normy, do dyktatury partii w gospodarce, w polityce, w mediach. Koncentruje się więc na pracy naukowej.
Umiera żegnany przez Karola Wojtyłę – Metropolitę Krakowskiego. Karol Wojtyła doceniając historyczną rolę Kwiatkowskiego w dziejach Polski żegna go w Kaplicy Wazowskiej na Wawelu. Ten sam sztandar biało-czerwony, którym żegnał Kraków prochy Piłsudskiego, żegna Kwiatkowskiego. Wielkie przemówienie na Cmentarzu Rakowieckim wygłasza Karol Wojtyła. Później będzie go wspominał w czasie swoich pielgrzymek  do kraju – np. słynna homilia na Westerplatte.
To, że dzisiaj media milczą to nie zaszkodzi Kwiatkowskiemu. Może wysunąłbym taką przewrotną tezę: że człowiek przemilczany także przez dzisiejsze wpływowe media staje się coraz większy w świadomości tych, którzy rozumieją jaki rzeczywisty wkład wniósł Kwiatkowski do naszej kultury gospodarczej i politycznej.
I on, który był przyjacielem, twórcy skautingu, świetlanej pamięci Andrzeja Małkowskiego, stworzył potężny ruch młodzieży wokół swojej polityki morskiej, on stworzył, rozbudował Ligę Morską i Rzeczną; przekształconą w Ligę Morską i Kolonialną. Kolonialną nie dlatego, że chcieliśmy mieć kolonie  jak Anglia, Portugalia czy Hiszpania, ale chcieliśmy mieć tani dostęp do kolonialnych źródeł surowców.
W kołach szkolnych, drużynach harcerskich i w innych organizacjach było ponad milion członków Ligi Morskiej i Kolonialnej.
My starsi, pamiętamy przedszkola przedwojenne, pamiętamy piękną pieśń kpt. Adama Kowalskiego „Morze, nasze morze...”, pamiętamy Dni Morza rozpoczęte w 1932 roku, pamiętamy składki na rzecz budowy polskich statków, pamiętamy radość z tego, co się dzieje nad morzem.
Miliony dzieciaków zaangażowane było w te imprezy. Dzisiaj z tego nic nie zostało. Miesięcznik „Morze” to było ćwierć miliona egzemplarzy. Stała za tym młodzież  - dzisiaj nie ma żadnej wielkiej idei gospodarczej, którą młodzież by tak entuzjastycznie popierała, jak przed wojną „nasze morze”, nasz dostęp do Bałtyku.
W osobie Kwiatkowskiego mamy człowieka sukcesu, ale mało jest polityków w Polsce, którym towarzyszy sukces gospodarczy; mamy w jego osobie bohatera pracy pozytywnej
a nie żołnierza – był tylko porucznikiem i krótko służył w wojsku, od 1916 roku do 1919; mamy bohatera pracy organicznej, pozytywnej i mamy wielkiego przyjaciela młodzieży, który mógł stworzyć wielki ruch dzieci polskich, harcerzy polskich, młodzieży polskiej wokół idei modernizacji Polski.
I spośród was wyrośnie kiedyś Kwiatkowski, który znajdzie inne metody polityki gospodarczej, który powie „nie” tym metodom, które są odpowiedzialne za dzisiejszą naszą stagnację. Dlatego powinniście się kształcić na wzorach Kwiatkowskiego.
Dziękuję Państwu za uwagę.
Joomla templates by a4joomla