15 kwietnia 2002 roku mieliśmy zaszczyt gościć
J.E. Stanisława STEFANKA TCH – Biskupa Diecezjalnego Łomżyńskiego, Przewodniczącego Rady EP ds. Rodziny, Członka Papieskiej Rady ds. Rodziny, Dyrektora Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach;


FAMILIARIS CONSORTIO - Rodzino, poznaj prawdę o głębi swego powołania

W dwudziestolecie ogłoszenia adhortacji apostolskiej:
22 listopada 1981 – 22 listopada 2001


Bardzo dziękuję za zaproszenie.

Prawdę mówiąc, mam „słabość” gdy ktokolwiek wymienia dokumenty papieskie proponując rozmowę czy wykład. Słabość polega na tym, że dokumenty papieskie, zwłaszcza pontyfikatu Jana Pawła II, stanowią taki bogaty wiew, powiew Ducha Świętego, że nie wiem ilu pokoleń trzeba będzie, żeby złapać ten powiew w żagle, to znaczy w serce i w umysł.
Mnie się wydaje, że Pan Bóg w jakiś szczególny sposób „zarezerwował” osobę Jana Pawła II, żeby przejść całą rzeczywistość nauczania Kościoła taką „usługą  porządkowania”. Nie dziwiłbym się, gdyby w najbliższym czasie pojawiła się koncepcja, by stworzyć pewien cykl badań, który nazwałbym pisaniem „summy teologicznej Jana Pawła II” - to znaczy uporządkowaniem całej współczesnej wiedzy w oparciu o nauczanie papieskie.


Przeżywamy w naszym czasie dosyć spory zamęt pojęć, twierdzeń, aż do postawienia znaku zapytania nad możliwością poznania rzeczywistości w ogóle. Przecież te wszystkie „relatywizmy” pchają nas, nasz umysł do głębokiego upośledzenia, które kończy się nie tylko agnostycyzmem na terenie religii - a więc nie wiem, czy Bóg jest, czy Go nie ma – ale w ogóle agnostycyzm jako bezwład ludzkiego rozumu. Człowiek nie jest zdolny poznać rzeczywistości, a i nie wiadomo w ogóle czy ona istnieje? W taki ciemny zaułek, w taka ulicę bez wyjścia wepchnęła współczesna cywilizacja nie tylko środowiska filozoficzne czy teorie poznania, ale również zwykłą, codzienną naszą ludzką umysłowość.
Wczoraj słuchałem sprawozdania z pewnej dyskusji, w której brali udział również teologowie, i nawet tym teologom zdarzało się, że co zdanie  - to zaprzeczał sam sobie; po prostu nie trzymał się teolog źródła teologii, nie trzymał się Pisma Świętego i nauki Kościoła, tylko „mizdrzył się” do dyskutantów, którzy go prowokowali. I przy tej okazji popełniał błędy metodologiczne, błędy teoriopoznawcze, mijał się z logiką tylko dlatego, że chciał się dopasowywać do tego właśnie agnostycyzmu, tej bezradności w odniesieniu się do rzeczywistości w jakiej żyjemy. To jest naprawdę bardzo głęboki kryzys cywilizacyjny.
I właśnie na te czasy daje Duch Święty lampę, lampę, która oświeca rzeczywistość pokazując najpierw jej obiektywne istnienie – tej rzeczywistości. [To już jest ogromne odkrycie. Jeśli ja przekonam się, że to jest pulpit, a że to jest nasz Gospodarz i nie tylko asystent kościelny ale i duszpasterz tutejszej wspólnoty, gdy już ustalimy te dwie rzeczywistości – to już dużo będziemy wiedzieć. A potem jeszcze zorientuję się, że mam przed sobą słuchaczy, którzy biorą udział w systematycznej pracy Akcji Katolickiej a na końcu jeszcze jest sporo znajomych, którzy tu mnie „podsłuchują” – no więc kiedy ja to wszystko sobie poustalam, to już będę czuł się dosyć pewnie.]  Współczesnemu człowiekowi się wmawia, że: ty naprawdę nie możesz być pewny do końca właściwie niczego.
To jest wstęp, który chciałem powiedzieć tłumacząc, dlaczego zawsze chętnie biorę do ręki tekst papieski, jakikolwiek – bo on mnie „porządkuje”, on mnie tak uładzi, w stosunku do rzeczywistości, że nabieram poczucia bezpieczeństwa. Czuję, że jestem, i wiem, gdzie i w relacji
z kim w tej chwili podejmuję moje zadania.
Otóż ten ogólny zamęt cywilizacyjny dotknął w sposób istotny małżeństwa i rodziny. Rodzina jest jednym z terenów najbardziej atakowanych, właśnie od strony ogólno-cywilizacyjnej. Mówi się o zagrożeniach, na przykład ekonomicznych czy zagrożeniach etycznych, o pomysłach dewiacyjnych, jak małżeństwa o tak zwanej orientacji homoseksualnej itd., itd., - cały szereg najrozmaitszych sugestii. Ale wszystkie te pomysły trzeba sprowadzić do jednego: po prostu tym znakiem zapytania została dotknięta sama istota małżeństwa i rodziny. Postawiono w wątpliwość instytucję, wspólnotę. I dlatego też sięgając do Familiaris consortio, trzeba przede wszystkim zapytać Ojca Świętego, co chciał nam przekazać? Czyli: w jaki sposób tym światłem, światłem teologii – a więc posługi, którą Kościół  pełni wobec otoczenia – jak chce pomóc rodzinie?
Chciałbym zwrócić uwagę na jeden „szczegół”, a potem ten „szczegół” trochę rozprowadzę w sześć różnych zdań. Ten „szczegół” pierwszy to numer 51 Familiaris consortio (FC 51) 1. A mowa tu o małżonkach, którzy są zobowiązani do posłuszeństwa wierze i są wezwani do przyjęcia Słowa Pańskiego, objawiającego im zdumiewającą nowość, Dobrą Nowinę ich życia małżeńskiego i rodzinnego, które Chrystus uczynił świętym i uświęcającym.
Wydawałoby się, że to zdanie proste. A więc małżeństwo jest sakramentem i przez to miejscem świętym i uświęcającym. Powtórzenie katechizmowej prawdy. Jednakże w numerze 51. zawarta jest podwójna, bardzo ważna dla nas wskazówka. Po pierwsze: małżeństwo odkrywając swoją tożsamość jest  zobowiązane do szukania tej tożsamości w wierze. Będę za chwilę to wyjaśniał troszkę szerzej i to w kontekście posługi Kościoła wobec małżeństwa. Ale po drugie:  małżeństwo w swojej drodze wiary może odkryć i podziwiać w radosnej wdzięczności godność, do której Bóg zechciał podnieść małżeństwo i rodzinę, czyniąc je znakiem i miejscem przymierza miłości między Bogiem i ludźmi, między Jezusem Chrystusem i Kościołem, Jego oblubienicą. I odnosi się to nie tylko do małżeństwa w ogóle, ale do każdego małżeństwa. Czyli: nie tylko odkrywam ogólną zasadę, że małżeństwo jest sakramentem, ale moje małżeństwo zostało przez Boga przewidziane, ustanowione, a moja rola, a raczej nasza rola polega na odkryciu tej Bożej decyzji.
To zupełnie inna optyka w spojrzeniu na życie małżeńskie i na obowiązki małżeńskie. Jeżeli wiem, że Bóg jest Pomysłodawcą mojego małżeństwa, można by powiedzieć, cały okres narzeczeństwa, wszystkie decyzje związane z narzeczeństwem to nie tylko wpatrywanie się w oczy drugiego człowieka, ale to jest przede wszystkim nasłuchiwanie głosu Bożego. Czyli dopytywanie się Pana Boga; i odwrotnie: skoro wiem, że drugi człowiek jest posłańcem Boskiej woli, on przychodzi mówiąc „kocham cię”, „będziesz moim mężem” czy „będziesz moją żoną” – on mi objawia Boskie wyroki. To jak ja muszę teraz nasłuchiwać tego proroka, który przynosi mi wiadomości Boskie! Jaka relacja między nami na tym polu, które jest tak bardzo dynamiczne z racji emocjonalnych faktów, z racji tego, co się nazywa „zakochali się”. Jaka to jest głęboko teologiczna i jak bardzo mistyczna rzeczywistość – „zakochanie się” to jest miejsce odkrycia najważniejszej decyzji Boskiej w stosunku do mnie!
A teraz gdy przeniesiemy to na teren rodzicielstwa – no to jest dalszy ciąg tego dekretu Boskiego. To jest nie tylko małżeństwo, ale i rodzina, czyli to jest całe Boskie posłannictwo wypowiedziane dziećmi. Każde z dzieci – mówimy „dar życia”, „dar Boski życia”, troszeczkę traktujemy to jak każdy podarunek, a więc Pan Bóg miał to i dał – to jest nie tylko dar w znaczeniu autorstwa, to jest równocześnie szczegółowy program; mój program przez Boga przed wiekami zadekretowany i teraz albo go odkryję, czyli przyjmę życie, czyli spotkam się z Panem Bogiem, albo wygłuszę sumienie i moją wrażliwość, wyrzucę Boga w Jego dekrecie. Albo zagospodaruję Boskie pomysły na moje życie, albo je zostawię odłogiem i mocą swojej wolności będę „chorował na uwiąd starczy” mają lat powiedzmy kilkanaście czy kilkadziesiąt - wtedy, kiedy zacznę Bogu mówić „nie” i odrzucać Jego pomysły.
Teren odkrywania swojego powołania odbywa się w wyjątkowo trudnych warunkach. Dotyczy to każdego powołania: w tej chwili bardzo wyraźnie widzę: do kapłaństwa chłopcy się mocują, do klasztorów panny się mocują, ponieważ mają naprzeciw tej propozycji pójścia do klasztoru masę różnych atrakcyjnych  rozwiązań. I  stale się wadzą, targują z Panem Bogiem: może by tak, a może by tak.
A teraz w wypadku małżeństwa nie jest to tylko ogólna wizja; my jesteśmy w stosunku do siebie uczuciowo zaangażowani. A więc jest bardzo duże zniewolenie umysłu i ograniczenie wolności. I w tym ja mam się doszukać Boskich dekretów... To jest ten 51. numer, który w sposób szczególny polecam, sugeruję jako lekturę. Miejsce, w którym mowa jest o misji: małżeństwa rozpoznające swoje zadania i podejmujące te zadania
Skoro zrobiłem najpierw taki ogólny wstęp a potem wskazałem na tekst kluczowy, czyli tekst, który by rządził całością, to teraz owe sześć punktów: trzy punkty po jednej stronie a trzy po drugiej. To jest próba dotarcia do powołania małżeńskiego w szczegółach. Jak to powołanie małżeńskie rozeznajemy, w jaki sposób docieramy do niego?
To jest numer 49 Adhortacji2, który chciałbym wziąć jako podstawę do szczegółowego rozpracowania. Powtarzam: będzie podwójne, po prawej i po lewej stronie trójczłonowe zdanie.
Czyli: z jednej strony jest Kościół, z drugiej strony jest rodzina; z jednej strony jest cała rzeczywistość teologii, a z drugiej strony jest cała rzeczywistość wspólnoty życia i miłości. Jak teologia, jak Kościół, jak cała rzeczywistość Chrystusa usługuje wspólnocie i jak wspólnota z kolei wchodzi w Kościół i buduje Kościół? To wzajemne spotkanie opisuje rzeczywistość powołania małżeńskiego.
Otóż ... Kościół. Czym Kościół służy rodzinom, jak zjawia się we wspólnocie. Zjawia się potrójną swoją posługą. Posługa pierwsza to jest właśnie głoszenie zamysłu Bożego, czyli głoszenie Słowa Bożego, które jest odkryciem tożsamości małżeńskiej. Nazywa się to zamysłem Bożym. Zamysł Boży ...
Żeby to jeszcze przybliżyć powtórzę najczęstszy zarzut, jaki się nam stawia. Nam to znaczy „sutannianym”... wszelkim duchownym, siostrom; ale Siostry jakoś łatwiej uchodzą spod tych ciosów, bo one się zajmują rzeczami potrzebnymi, a więc opiekują się a to dziećmi, a to chorymi, a to inaczej jeszcze tam służą i wybacza im się ich „niekompetencję” w zakresie małżeństwa i rodziny, ponieważ one się wprost małżeństwem i rodziną nie zajmują, tyko obsługują potrzeby małżeństwa i rodziny. To nawet dobrze, że siostra jest nie-rodzinna, bo ma więcej czasu  na moje rodzinne sprawy, zwłaszcza zaopiekowanie się dziećmi lub chorymi ... Więc siostry na tym swoim charyzmacie, a ściślej mówiąc konsekracji, „dobrze wychodzą”, bo są usłużniejsze wobec rodziny. A z księży pożytku nie ma, bo ani to dziecka nie przewinie, ani nie popilnuje, a jeszcze się mądrzy, że on się zna na małżeństwie i rodzinie i wykłada, wygłasza jakieś wykłady ... No więc „oberwie za swoje”. Nie znasz się, to co mówisz?... No bo jak, bo skąd możesz wiedzieć? ... Niektórzy z pewnego rodzaju  przyzwoleniem życzliwie mówią: no, siedzi w tym konfesjonale, tam mu nagadają te kobiety, to tam coś wie, ale co to tam – nic nie wie!
Otóż pierwsze zadanie i to właśnie tych „sutannianych” (między innymi) to jest wiernie powtórzyć każdej rodzinie, odsłaniając jej tożsamość, zamysł Boży. Właśnie nie własne doświadczenie, właśnie nie subiektywne doznania,  właśnie nie jakieś prywatne przemyślenia, tylko: wiernie powtórzyć zamysł Boży.
Jan Paweł II najbardziej jest atrakcyjny przez tę bezwzględną wierność Duchowi Świętemu, przy całym hałasie najrozmaitszych kuszących go z różnych stron pomysłów. Kuszących od samego początku: zrobienia z Jana Pawła supergwiazdy, człowieka intelektu, człowieka mediów, człowieka mas, człowieka kultury i cywilizacji i tak dalej – a więc chciano go kupić wielu, wielu, wielu komplementami ...
I to jest nasze pierwsze zadanie: Kościół stoi przy zamyśle Bożym. I co więcej w pewnym sensie właśnie ta niekompetencja własnego doświadczenia ułatwia teologowi obiektywizację. Nie mówi o Basi, nie mówi o Zosi – swojej żonie, bo tak czy inaczej otwierałby powiedzmy Księgę Rodzaju: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich ...” i od razu by wiedział, że on to jest ten mężczyzna a Basia to jest ta niewiasta. I już opowiada o Basi... A tu dalej ma Pismo Święte interpretować.  Więc w pewnym sensie reklamujemy siebie, nasze usługi jako ludzie nieobciążeni doświadczeniem i dlatego łatwiej studiujący zobiektywizowaną naukę. Bo doświadczenie odgrywa zupełnie inną rolę i w zupełnie innym miejscu jest do wykorzystania. Ale na początku trzeba się właśnie znaleźć w tym, bezlitosnym obiektywizmie. Nie ma żadnych podróbek czy jakichś skrótów. I to jest pierwsze zadanie, które pozwala tożsamość rodziny zabezpieczyć przed chybotliwością nastrojów ludzi, którzy albo przeżywają wzniosłe chwile, albo po prostu tragicznie przegrywają.
Drugie zadanie to jest wzbogacanie Kościoła przez sakramenty święte. Kościół sakramentami świętymi rodzinę chrześcijańską uświęca na chwałę Pana. Proszę zobaczyć, jaki tu jest zupełnie przestawiony punkt widzenia.
Muszę powiedzieć, że mam  zawsze kłopoty, ile razy reklamuję najrozmaitsze poradnie.
A tych poradni powinno być dużo, bardzo dużo, i to wielospecjalistycznych, czyli takich zintegrowanych, albo ukierunkowanych. To jest bardzo potrzebne. I to ukierunkowanie może być
w którymś momencie syrenim śpiewem, który ściągnie na jakieś moczary całe nasze rozważanie. Dlaczego? Ponieważ poradnictwo, zwłaszcza współczesne, działa tak jak niektóre farmakologiczne środki, zwłaszcza te, które reklamują w telewizji. Połkniesz pigułkę to tak ci w głowie rozjaśni, że nawet poradzisz sobie z dziurą budżetową ...Po pigułce ... Bo ci przewieje umysł w jedną sekundę jest inny człowiek ... Spotkałem się już kilkakrotnie z tym, że nie bardzo chcą szukać spowiednika, sakramentów świętych – osoby prowadzące regularne życie duchowe – tylko pytają, gdzie jest znany psychoterapeuta. Bo to robi wrażenie. Dobry psychoterapeuta, jak jeszcze po tych zranieniach przeleci sprawnie i uleczy je ... – oczywiście, bardzo łatwo osiągnąć takie efekty.
Jednakże w tej całej poradnianej pracy nie możemy zapomnieć o istocie. To jest tylko posprzątanie pewnej przestrzeni, to jest tylko przygotowanie do istotnych decyzji i istotnych przeżyć. Poradnie są przedpolem tego, co ma być istotą. A istotą jest uświęcenie na chwałę Boga. I to są sakramenty święte. Czyli chodzi o przestawienie tej optyki a wszystkie poradnie mają tendencje albo egocentryczne, albo tam jakieś inne „ego” - ciągle to rozważanie, ciągle to analizowanie, ciągłe jakieś usprawnianie, podczas gdy optyka chrześcijańska jest na „alter”, ku Drugiemu, bo Drugim jest aż sam Jezus Chrystus i Bóg Ojciec i Duch Święty. Jako małżonkowie mamy byś sprawni nie tylko dlatego, żebyśmy między sobą przeżyli dobrze i w szczęściu, ale przede wszystkim Bogu cześć mamy oddać.
Oczywiście, na tym szczęśliwym pożyciu sami przede wszystkim „robimy karierę”; przecież jeśli ktoś dobrze śpiewa na cześć Pana Boga to sam też przeżywa przyjemność harmonii tego śpiewu, bo tak jesteśmy skonstruowani.
To bardzo ważne by w życiu małżeńskim nie zapomnieć, że jest ogromne zapotrzebowanie na sferę emocjonalną na przykład w relacji rodzice – dzieci. Osłona dziecka w jego rozwoju atmosferą emocjonalną to bardzo poważna rola macierzyństwa. Równocześnie jednak istnieje zagrożenie tam, gdzie z racji małodzietnych rodzin „wychowuje się” jedynaka, jedynaczkę, a więc gdzie ogromny zapas macierzyństwa wali się potężnym ładunkiem na jednego bidaka synusia i taki synuś trafi do seminarium - nie daj Pan Bóg ... [W ostatni piątek rozmawiałem z bladym, nieprzytomnym neoprezbiterem, który został zmiażdżony czułością swojej matki; już widziałem w czasie seminarium, że chyba będzie źle, ale wydawało mi się, że ta mama nabierze rozumu, prosiłem tyle razy ... no to nie wychodzi teraz z wikariatki i sprawdza każdy szczegół i chłopaczysko - jeszcze trochę, to go przeniosę na stałe do mamy i kupię mu prywatny ołtarzyk, żeby we dwoje się modlili ... on jest nie do użycia ... Rodzice tak się przestawili od samego początku, że to jest dla nich, że to cudownie, że to kapłaństwo, że ona stała się matką kapłana, że to jest taki sukces, tak żyją tą wspaniałością, tylko nie ma kto dzieci uczyć, nie ma kto spowiadać, bo zapomnieli, że to wszystko jest na chwałę Ojca!!!]
Ojciec Święty w swoim tekście wyraźnie mówi, że cała świętość rodziny  jest ku chwale Ojca! To jest druga sprawa, chyba o wiele trudniejsza, a trzecia będzie jeszcze trudniejsza, gdy idzie o posługę Kościoła. Łatwo robić wykłady teoretyczne, bronić kompetencji duchownego nawet na terenie teologii małżeństwa i rodziny - bo nas to słowo „teologia” usprawiedliwia – ale teraz przestawiać optykę z tej „konsumpcji wewnętrznej” ku oddawaniu chwały Bogu, to już jest poważna praca.
Prawdę mówiąc to my, ojcowie duchowni, „wiejemy” od małżeństw, między innymi dlatego, że nie mamy odwagi uczyć małżeństwa tego Boskiego punktu widzenia, zapraszać ich do chóru na cześć Boga. Jeszcze jakby można było obsłużyć małżeństwo, poradzić im coś, jak to by było żeby wam było miło, ty się podmaluj a ty nie pij, no to będziecie ładni, to-tamto... – to jeszcze w takim poradnictwie miałkim, płytkim - jeszcze byśmy się jako tako kręcili, bo za to by też nam powiedzieli: jak też nam ten nasz kierownik duchowy pomógł ... Tutaj jeszcze jako tako się wybieramy, ale powiedzieć: człowieku, wszystko jest Boskie,  i ty Boski, i twoja żona Boska, i wasze dzieci i tylko ten jeden punkt, jeden kierunek wskazywać – na to brakuje nam odwagi! Takiej odwagi wiary; dlatego wolimy uciekać od kierownictwa duchowego. Bardzo trudno księży namówić na to, żeby się zajęli duchowością małżeństwa i rodziny; oni uważają że to jest za trudne, że ludzie nie mają zapału do życia wewnętrznego – i koniec ...
Jeszcze jest trzeci, Kościelny, poważny obowiązek. To jest: nauczyć miłości, która czerpie motyw z miłości oddania i ofiary, którą Chrystus żywi dla całej ludzkości. To jest miłość przebaczająca. To jest miłość, która jest Boską miłością w wydaniu najbardziej słabych ludzi. Jest to pomysł, na który mógł tylko Pan Bóg wpaść, tylko Bóg mógł na taki pomysł Syna swojego namówić a nas zapraszając po prostu jest stale między nami. Niechby nas ręka Boska broniła, byśmy się wybierali w taką drogę heroizmu bez obecności Boga w naszym życiu. Bywają tak zwane etyki niezależne, niektórzy mówią, że to uniwersalne etyki: bez religii, bez Boga, bez modlitwy, bez sakramentów i ... na pewno dojdziesz do wysokich szczytów humanizmu!!! Szczytem elegancji i humanizmu  jest humanistyczne, czyli cywilizowane zmienianie żony, męża przy każdym zakręcie życia.  Chodzi tylko o to, żeby to było elegancko!!! Więc na tym poziomie stanęła współczesna cywilizacja: nauczcie się w sposób cywilizowany traktować. I dlatego Ojciec Święty powtarza: nie ma możliwości trwania w nierozerwalnym związku bez miłości, która płynie z Golgoty. Numer 49 FC i ten trzeci punkt w sposób szczególny kładę każdemu na serce ponieważ jest to właściwie teren, na którym rozgrywa się dzisiaj walka o małżeństwo. Albo nierozerwalność umotywowana głębokim życiem religijnym, albo nic się nie ostanie ...  - te dwa poprzednie punkty są wprowadzeniem, a tu już jest szczyt; jest to miłość oddania i ofiary. 
To Kościół małżeństwu proponuje, pomaga, towarzyszy, daje. A teraz jak małżeństwo uczestniczy w Kościele? Bardzo prosto: małżeństwo jest sakramentem., to znaczy jest znakiem zbawczej obecności Chrystusa w tym, co się nazywa przymierzem małżeńskim. Przymierze małżeńskie - i w tym jest Chrystus. Tak bym chciał jakoś rękami ukazać – nie wiem co to będzie, przegub, jakiś zwornik ... ale to wszystko jest w ruchu, to wszystko jest niezwykle dynamiczne i niezwykle spójne. I to jest Chrystus w którym tych dwoje całą swoją miłość, całe swoje przymierze zakotwiczyło. Skoro  tak, to oni są Chrystusem. A skoro Chrystusem,  to podejmują potrójną misję: proroka, kapłana i króla. W tej potrójnej misji uczestniczą i jeżeli już chce się przeżyć wspaniałości powołania małżeńskiego, chce się zobaczyć szczyty tego powołania, to trzeba z tej strony spojrzeć - od strony Chrystusa.
Jesteście prorokiem, kapłanem i królem. to znaczy: wiarę przyjmujecie i ją przekazujecie, to jest wspólnota wierząca i ewangelizująca. W tej chwili zaczyna się od nowa awantura na temat wychowania dzieci. Rzeczywiście wojna idzie o sumienia ludzkie. Ale dlaczego to jest w ogóle problem, dlaczego przegrywamy albo dlaczego tak ciężko nam idzie? Dlatego, że rodzice zapomnieli o tej pierwszej misji, że oni są prorokami. Gdyby ta sprawa była w miarę żywa w rodzicach, to mnie żadne ministerstwo nie będzie płoszyć. A niech sobie tam piszą co chcą. Nauczyciele nie dadzą rady, jeżeli rodzice będą w sposób właściwy spełniać swoją rolę; a przy tym nauczyciele często są rodzicami, i nauczyciele to też małżeństwa – wobec tego mamy za sobą i rodziców, i nauczycieli. To cóż mi tam kilku ministrów – drobiazg. I nawet kilkudziesięciu czy kilkuset dziennikarzy nie byłoby w stanie zachwiać tą podstawową rzeczywistością, gdyby małżeństwo wiedziało a rodzina funkcjonowała w tej misji, którą nazywamy misją prorocką.
Drugi wymiar, drugi sposób uczestniczenia małżeństwa w Kościele to jest wymiar kapłański. To modlitwa, dialog z Bogiem. Powiem tylko jedno: bardzo wiele wysiłku wkładamy w trakcie formowania dzieci, ażeby nauczyć je wspólnej modlitwy, chociażby przy okazji Pierwszej Komunii Świętej, w ogóle liturgii dla dzieci. I sporo się dzieje. Ale jak tak bliżej patrzymy w oczy tych naszych małych liturgów, którzy tam się wiercą lub nie w czasie świętych wydarzeń, to w tych oczach – widzę rodziców. Jeżeli dziecko przeszło szkołę rozmowy z Bogiem, tę fundamentalną szkołę rozmowy z Bogiem, to ono się doskonale porusza na terenie wspólnej modlitwy, jaką jest chociażby liturgia święta. A więc wykształcenie od tej strony, uruchomienie wrażliwości serca dzieje się w tych najbardziej pierwszych okresach życia. Rodzina nie tylko nazywa się „domowym Kościołem”, ale rzeczywiście jest fundamentem Kościoła od strony liturgii.
I wreszcie trzecia misja: królewska, udział w misji królewskiej samego Chrystusa – to rodzina, która jest wspólnotą służby człowiekowi. Wszystko to, co się nazywa miłością, chrześcijańską miłością opiekuńczą, miłością dla drugiego człowieka. I znów powiem tylko jedno: jednym z najbardziej skutecznych sposobów ateizacji naszego środowiska jest również rozbudowany system zastępczych gestów opiekuńczych, od żłobka począwszy a skończywszy na domach pogodnej starości. Ktoś powie, że to jest czysto funkcjonalna instytucja, chodzi o usprawnienie życia rodziny. Ktoś inny powie – wobec tego zakładajmy chrześcijańskie żłobki, chrześcijańskie przedszkola, chrześcijańskie szkoły, chrześcijańskie domy starców, chrześcijańskie ... i będzie wszędzie krzyż, będzie kapelan i wtedy już nie będzie groźby, że to ateizacja.
Otóż: kapelan nie załatwi tej sprawy, którą ma załatwić serce matki, ojca, serce rodziców wobec dzieci, serce dzieci wobec rodziców; to jest zupełnie inna osoba i katolicyzm nie może być tylko obwijką zewnętrzną. Właśnie wewnątrz rodziny muszą być takie zapasy miłości, żeby po pierwsze w nadzwyczajnych tylko wypadkach potrzebna była usługa z zewnątrz, a po drugie, gdy ta usługa z zewnątrz jest konieczna, na przykład ze względu na opiekę specjalistyczną, to i tak nigdy dom się nie „wyprowadza”. Krótko mówiąc do przedszkola, do żłobka, do domu starców razem z tym podopiecznym „sprowadza się” cała rodzina. Oczywiście „sprowadza się” w znaczeniu duchowym, emocjonalnym.
Obserwowałem prymitywne szpitalnictwo w Kamerunie – rzeczywiście nadzwyczaj prymitywne, gdyż tam z pacjentem cała rodzina idzie do szpitala tylko dlatego, że musi mu ugotować jeść, w ogóle go musi nakarmić, zaopiekować się nim; jeżeli jest w dom u prześcieradło, to będzie i w szpitalu prześcieradło, bo go przyniosą, a jak nie ma, to leży na ceracie, na czymś co można z dużą dozą prawdopodobieństwa nazwać leżanką ... Cała rodzina idzie i ile rodzina przyniesie, tyle chory ma. I coś z tego, tak mi się wydaje, powinno być w ogóle. Powiecie Państwo: też wpadł na pomysł, prymityw kameruński chce nam tutaj w wysokiej Warszawie propagować ...
Otóż jeżeli się nie wprowadzimy z całym z całym naszym chrześcijańskim sercem do tych instytucji, które musimy wykorzystywać w wielu wypadkach, to nawet najbardziej nabożne i ofiarne siostry zakonne  nie wypełnią tej luki, która powstaje przez wyschnięte pola rodzinnej wspólnoty. I to jest też Kościół. I to jest jeden z tych trzech Chrystusowych sposobów obecności. To jest sam Chrystus. Do tego jest rodzina zaproszona w sposób sakramentalny, a więc w oparciu o najwyższe wartości religijne.
Proszę Państwa, to jest taki szkic, wokół którego mamy teraz rozpisać rozważania o powołaniu małżeńskim, rodzinnym, ale jak widzicie - zaprosiliście, żeby czytać Adhortację, zaprosiliście duchownego, więc będę marudził wracając stale do Pana Jezusa i jeżeli już miałyby być jakieś inne dziedziny wiedzy, to trzeba wtedy inną sesję zwołać i innego prelegenta. Dziękuję bardzo.

 


1  FC 51: Uczestnicząc w życiu i posłannictwie Kościoła, który słucha nabożnie słowa Bożego i głosi je z pełną ufnością, rodzina chrześcijańska wypełnia swoje zadanie prorockie przyjmując i głosząc Słowo Boże: w ten sposób staje się z każdym dniem bardziej wspólnotą wierzącą i ewangelizującą.
    Również od małżonków i rodziców chrześcijańskich żąda się posłuszeństwa wierze: wezwani są oni do przyjęcia słowa Pańskiego, objawiającego im zdumiewającą nowość – Dobrą Nowinę  - ich życia chrześcijańskiego i rodzinnego, które Chrystus uczynił świętym i uświęcającym. Istotnie, tylko w świetle wiary mogą oni odkryć i podziwiać w radosnej wdzięczności, godność, do której Bóg zechciał podnieść małżeństwo i rodzin, czyniąc je znakiem i miejscem przymierza miłości między Bogiem i ludźmi, między Jezusem Chrystusem i Kościołem, Jego oblubienicą.
    Już samo przygotowanie do chrześcijańskiego małżeństwa stanowi jakby drogę wiary: pojawia się bowiem jako uprzywilejowana sposobność dla narzeczonych odkrycia na nowo i pogłębienia wiary otrzymanej na chrzcie swiętym i umocnionej chrześcijańskim wychowaniem. W ten sposób narzeczeni poznają i dobrowolnie przyjmują powołanie do pójścia za Chrystusem i służenia Królestwu Bożemu w stanie małżeńskim.
    Zasadniczym momentem dla wiary nowożeńców jest obrzęd sakramentu małżeństwa, którego najgłębszą istotę stanowi głoszenie w Kościele Dobrej Nowiny o miłości małżeńskiej, czyli Słowa Bożego, które „objawia” i „wypełnia” mądry i pełen miłości zamysł Boga wobec małżonków, wprowadzonych w tajemnicze i rzeczywiste  uczestnictwo w miłości samego Boga do ludzkości. Jeżeli obrzęd sakramentu małżeństwa sam w sobie jest głoszeniem Słowa Bożego, to dla tych, którzy z różnego tytułu biorą udział w ceremonii zaślubin, powinien być „wyznaniem wiary” dokonanym w Kościele i z Kościołem, wspólnotą wierzących.
To wyznanie wiary domaga się przedłużenia na całe życie małżonków i rodziny: Bóg bowiem, który powołał oblubieńców „do” małżeństwa, nadal powołuje ich „w” małżeństwie. Bóg przychodzi do nich w wydarzeniach i poprzez wydarzenie, w problemach, trudnościach, codziennych sprawach życia, objawiając i przedkładając konkretne „wymagania” odnoszące się do ich uczestnictwa w miłości Chrystusa dla Kościoła w kontekście każdej sytuacji – rodzinnej, społecznej i kościelnej – w której się znajdują.
Odkrywanie i wierne wypełnianie zamysłu Bożego winno dokonywać się „razem”, „we” wspólnocie małżeńskiej i rodzinnej, przez samo ludzkie doświadczenie miłości pomiędzy małżonkami, pomiędzy rodzicami i dziećmi, miłości przeżywanej w Duchu Chrystusa.
Dlatego, tak jak wielki Kościół, również i mały „Kościół domowy” potrzebuje stałej i dogłębnej ewangelizacji, stąd też wypływa spoczywający na nim obowiązek ustawicznego wychowania w wierze.

 2 Do zasadniczych zadań rodziny chrześcijańskiej należy również zadanie kościelne: jest ona powołana do budowania Królestwa Bożego w dziejach, poprzez udział w życiu i posłannictwie Kościoła.
    Ażeby lepiej zrozumieć podstawy, treści i cechy charakterystyczne tego uczestnictwa, należy zgłębić wielorakie i mocne więzy wzajemnie łączące Kościół i rodzinę chrześcijańską, tworzące z niej niejako „Kościól w miniaturze” (Ecclesia domestica) i sprawiające, że jest ona swego rodzaju żywym odbiciem i historycznym ukazaniem tajemnicy Kościoła.
To nade wszystko Matka-Kościół rodzi, wychowuje, buduje rodzinę chrześcijańską, wypełniając wobec niej zbawczą misję otrzymaną od Pana. Głosząc Słowo boże, Kościół objawia rodzinie chrześcijańskiej jej prawdziwą tożsamość, to, czym ona jest i czym powinna być wedle zamysłu Pana; sprawując sakramenty, Kościół wzbogaca i umacnia rodzinę chrześcijańską  łaską Chrystusową, ażeby ją uświęcić na chwałę Ojca; poprzez głoszenie z nową mocą nowego przykazania miłości, Kościół pobudza i prowadzi rodzinę chrześcijańską do służby miłości, aby naśladowała i przeżywała tę samą miłość oddania i ofiary, którą Chrystus żywi dla całej ludzkości.
Ze swej strony rodzina chrześcijańska jest do tego stopnia wpisana w tajemnicę Kścioła, że staje się, na swój sposób, uczestnikiem zbawczego posłannictwa samego Kościoła: małżonkowie i rodzice chrześcijańscy, na mocy sakramentu „we właściwym sobie stanie i porządku życia mają własny dar wśród Ludu Bożego”. Dlatego też nie tyko „otrzymują” miłość Chrystusa, stając się wspólnotą „zbawioną”, ale są również powołani do „przekazywania” braciom tej samej miłości Chrystusa, stając się w ten sposób wspólnotą „zbawiającą”. Tak więc rodzina chrześcijańska, będąc owocem i znakiem nadprzyrodzonej płodności Kościoła, staje się symbolem, świadectwem i uczestnikiem macierzyństwa Kościoła.
 

Joomla templates by a4joomla