Ks. dr Paweł MAZURKIEWICZ

DOMINUS JESUS – Jak odczytywać Deklarację Kongregacji Nauki Wiary



Niniejszy artykuł będzie poświęcony deklaracji Kongregacji Nauki Wiary zatytułowanej Dominus Jesus. Dokument ten posiada podtytuł, który brzmi: o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła. Dominus Jesus dotyczy zatem zagadnień chrystologicznych i eklezjologicznych, a nie dialogu międzyreligijnego, czy ekumenizmu.


Porządek, w jakim przedstawimy problematykę, podjętą w deklaracji, będzie następujący: najpierw wskażemy na cel, w jakim Dominus Jezus został napisany, później wspomnimy
o niewłaściwej perspektywie odbioru, następnie poruszymy problemy, jakie są w dokumencie sygnalizowane, wskażemy na pewne nieporozumienia, związane z jego recepcją i - na samym końcu – ustosunkujemy się do podnoszonych zarzutów oraz wspomnimy o pewnych mankamentach wskazywanych przez protestantów czy też przez niektórych teologów katolickich.

Wydaje się, że kluczem do odczytania deklaracji Dominus Jesus są bardzo często powtarzające się słowa: firmiter credendum est, credenda est, tenenda est, należy mocno wierzyć, należy wyznawać, należy aktem wiary przylgnąć do. Dokument stanowi bowiem wyznanie wiary, zaś wyznanie wiary jest czymś o wiele ważniejszym niż wejście w polemikę z określonymi tendencjami teologicznymi, jakie zaraz na początku są wymienione. Wyznanie wiary jest też czymś głębszym niż samookreślenie się kogoś w stosunku do innych – ono najpierw bezwzględnie zobowiązuje wyznającego i dopiero z tej perspektywy określa jego relacje do innych.

Reakcje, z jakimi dokument się spotkał były najczęściej reakcjami negatywnymi. Wyrażano „poważne zaniepokojenie z powodu postawy Kościoła katolickiego i płynącego z niej zagrożenia dla ekumenizmu i międzyreligijnego dialogu.” Wszystkie te głosy świadczą o tym, że - podobnie jak dawniej, tak i dzisiaj - sam rdzeń wyznania wiary Kościoła wywołuje poruszenie; a jeśli tak, to ludziom współczesnym nie jest obojętna sprawa wiary, wbrew temu, co się zakłada, wbrew tym, co ogłaszali koniec epoki chrześcijaństwa. A zatem: jeśli wyznanie wiary Kościoła naprawdę porusza współczesnych ludzi, to w centrum naszej uwagi powinno być tylko i wyłącznie Credo, a nie jego publiczny czy też publicystyczny oddźwięk i wynikające stąd potwierdzenie publicznej roli instytucji, która je sformułowała.

Nie możemy również złapać się w pułapkę tego samego nieporozumienia, jakie stało się udziałem znacznej części opinii publicznej: że w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o Kościół katolicki, pojmowany jako jedna z wielu zorganizowanych społeczności religijnych, która kosztem innych usiłuje zawłaszczyć wiarę i zbawienie innych oraz absolutyzuje sama siebie. W deklaracji Dominus Jesus nie chodzi o Kościół katolicki, ale o prawdę, którą Kościół wyznaje.

Nawet jeśli w deklaracji występuje wiele elementów doraźnej interwencji w teologiczne dyskusje i spory naszych czasów, to jednak jej rdzeniem jest wyznanie wiary. Nie można zatem odczytywać całego dokumentu jako li tylko przywołania do porządku przez powołaną do tego kościelną instancję mniej lub bardziej określonych adresatów, którzy odbiegają od wytyczonej linii wiary i nauczania.

Deklaracja podejmuje zagadnienie jedyności i uniwersalizmu zbawczego Jezusa Chrystusa
i Kościoła i czyni to w kontekście mentalności relatywistycznej, której wyrazem są rozmaite hipotezy i teorie usiłujące błędnie tłumaczyć wielość religii i wyznań. Pluralizm religijny jest dzisiaj rzeczywistością - i dokument nazywa go pluralizmem religijnym de facto. Problem w tym, że niektórzy filozofowie i teologowie z pluralizmu religijnego de facto usiłują czynić zasadę – mówią bowiem o pluralizmie religijnym de iure – tzn. próbują usprawiedliwić jako rzecz normalną i dobrą wielość religii czyniąc właściwie bezsensownym dzieło misyjne Kościoła i wprowadzając w ten sposób zamieszanie w umysłach wiernych.

Kongregacja Nauki Wiary, a zwłaszcza stojący na jej czele kardynał Ratzinger, wielokrotnie zabierała głos przestrzegając przed relatywizmem we współczesnej chrześcijańskiej teologii pluralizmu religijnego. Należy tu wspomnieć o licznych wypowiedziach kardynała Ratzingera, począwszy od „Raportu o stanie wiary” a skończywszy na wygłoszonym w Meksyku w 1996 roku referacie „Wiara i teologia dzisiaj”. Podobne problemy porusza dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej z 1996 roku „Chrześcijaństwo a religie”, a także notyfikacja w sprawie pism o. Anthonego de Mello. Kongregacja Nauki Wiary kierowała ostrzeżenia do takich teologów jak Tissa Balasuriya, Jacques Dupuis, Aloysius Piers czy Raimundo Panikar. Również sam kardynał Ratzinger kilkakrotnie przestrzegał katolickich chrystologów i eklezjologów przed asymilacją poglądów religijno-chrystologicznych amerykańskiego prezbiterianina Johna Hicka i byłego księdza katolickiego Paula Knittera..

Relatywistyczny typ teologii religii przyjmuje, że człowiek właściwie nie jest w stanie dotrzeć do ostatecznej prawdy, może jedynie obserwować jej przejawy. Konsekwencją tego jest przekonanie, że nic nie ma – bo mieć nie może – absolutnego charakteru; a zatem twierdzenie, że w postaci Jezusa Chrystusa i w wierze Kościoła istnieje realnie wiążąca prawda jest fundamentalizmem. Niektórzy teologowie znajdują potwierdzenie tej tezy w azjatyckiej teologii negatywnej, według której bóstwo, trwając w absolutnej transcendencji, pozostaje nieuchwytne oraz niewyrażalne w pojęciach i słowach. Dlatego też w pluralistycznej teologii religii dialog z innymi religiami rozumie się jako postawienie własnego poglądu na jednej płaszczyźnie z poglądami innych i przyjęcie zasady, że wszystkie poglądy są sobie równe tzn., że naszych poglądów nie możemy traktować za bardziej prawdziwe niż cudze.

„W konsekwencji uznaje się za przestarzałe takie na przykład prawdy, jak prawda o ostatecznym i całkowitym charakterze objawienia Jezusa Chrystusa, o naturze wiary chrześcijańskiej w odniesieniu do wierzeń innych religii, o natchnionych charakterze ksiąg Pisma świętego, o osobowym zjednoczeniu między odwiecznym Słowem a Jezusem z Nazaretu, o jedności ekonomii Słowa Wcielonego i Ducha Świętego, o jedyności i zbawczej powszechności tajemnicy Jezusa Chrystusa, o powszechnym pośrednictwie zbawczym Kościoła, o nierozdzielności, mimo odrębności, Królestwa Bożego, Królestwa Chrystusa i Kościoła, o istnieniu w Kościele katolickim jedynego Kościoła Jezusa Chrystusa” (nr 4). Nie będziemy się do tych twierdzeń ustosunkowywali, dlatego, że kwestie te są wyjaśnione w deklaracji.

Warto natomiast zwrócić uwagę na sam moment ukazania się dokumentu: sierpień 2000 roku  – Roku Wielkiego Jubileuszu. Oprócz wyznania wiary Dominus Jesus miał być zaproszeniem dla wszystkich chrześcijan, aby w Roku Jubileuszowym w radości wiary odnowili swoje przylgnięcie do Jezusa Chrystusa dając jednomyślnie świadectwo, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Dokument zatem opisuje zbawczą rolę Jezusa Chrystusa oraz misję Kościoła katolickiego w przekazywaniu Dobrej Nowiny o zbawieniu wszystkim ludziom; równocześnie zaś stanowi wezwanie do nawrócenia i do refleksji nad tym, w co wierzymy, w jaki sposób wierzymy i dlaczego wierzymy.

Poprzez przypomnienie o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła chciano także wskazać zasadnicze elementy dla dialogu między wyznaniami chrześcijańskimi, jak również, dla dialogu międzyreligijnego, wychodząc z założenia, że dialog bez fundamentu byłby skazany na wyrodzenie się w puste wielosłowie; deklaracja porządkuje zatem myślenie o dialogu. Przy czym wyznanie, że Jezus Chrystus jest jedynym Synem Ojca, przez którego my widzimy oblicze Ojca, nie jest arogancją dyskredytującą inne religie, ale radosnym uznaniem, że Chrystus ukazał się nam bez jakiejkolwiek zasługi z naszej strony i każe nam dawać to, co żeśmy otrzymali.

Wielokrotnie zarzucono deklaracji Dominus Jesus agresję, ale należy podkreślić, że dokładna lektura pozwala stwierdzić, że takie opinie są bezpodstawne – w tekście brak jest ducha konfrontacji, co więcej jest wyrażony szacunek wobec innych religii. Ale też i przypomnienie, że pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia i że „byłoby sprzeczne z wiarą katolicką postrzeganie Kościoła jako jednej z dróg zbawienia, istniejącej obok innych, to znaczy równolegle do innych religii, które miałyby uzupełniać Kościół” (nr 21).

Niechrześcijanom nie odmawia się zbawienia - pokazuje im się jedynie, że ostateczne źródło zbawienia tkwi w Chrystusie, w którym łączy się Bóg i człowiek. Bóg oświeca wszystkich w sposób odpowiadający ich sytuacji wewnętrznej i środowiskowej, dając im łaskę zbawienia sobie tylko znanymi sposobami, ale też „przez przyjście Jezusa Chrystusa Zbawiciela zechciał sprawić, aby Kościół założony przez Niego stał się narzędziem zbawienia całej ludzkości” (nr 22).

Kiedy mowa w deklaracji o absolutnym znaczeniu zbawienia darowanego nam w Jezusie Chrystusie i kiedy - w stosunku do Niego - określa się zbawczą konieczność Kościoła, nie zostaje przez to zabsolutyzowana i przeciwstawiona innym jedna postać religii; przeciwnie wyznajemy, że każdy człowiek, każda ludzka historia i każda ludzka społeczność jest uwzględniona w tym, co w Jezusie Chrystusie stało się raz na zawsze i dla wszystkich.

Trzeba zauważyć, że jak długo poruszamy się wewnątrz logiki przeciwstawiania tego co absolutne, bezwzględne i niezastąpione temu, co względne, uwarunkowane i zmienne, jesteśmy skazani na ciągłe niezrozumienie dotyczące istoty wiary Kościoła, iż zbawienie raz na zawsze i dla wszystkich dokonało się w Chrystusie i jest udzielane poprzez Kościół.
Jak wspomnieliśmy już dokument nie jest poświęcony przede wszystkim sprawom dialogu ekumenicznego – tematyka ta została przedstawiona w tekstach Soboru Watykańskiego II takich jak deklaracja o wolności religijnej, dekret o ekumenizmie czy też deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, jak również w encyklice Jana Pawła II Ut unum sint. Jednakże to właśnie kwestie ekumeniczne wywołały największe poruszenie. Jeśli deklaracja – za Soborem Watykańskim II - powtarza, że jedyny Kościół Chrystusa trwa (subsistit in) w Kościele katolickim, nie zamierza przez to umniejszać roli innych Kościołów i Wspólnot kościelnych, które nie są jeszcze w pełnej wspólnocie z Kościołem katolickim. Dominus Jesus stwierdza natomiast stanowczo, że „istnieje jeden Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę Piotra i przez biskupów w łączności z nim. Kościoły, które nie będąc w pełnej wspólnocie z Kościołem katolickim, pozostają jednak z nim zjednoczone bardzo ścisłymi więzami, jak sukcesja apostolska i ważna Eucharystia, są prawdziwymi Kościołami partykularnymi. Dlatego także w tych Kościołach jest obecny i działa Kościół Chrystusowy, chociaż brak im pełnej komunii z Kościołem katolickim, jako że nie uznają katolickiej nauki o prymacie, który Biskup Rzymu posiada obiektywnie z ustanowienia Bożego i sprawuje nad całym Kościołem. Natomiast Wspólnoty kościelne, które nie zachowały prawomocnego Episkopatu oraz właściwej i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium, nie są Kościołami w ścisłym sensie; jednak ochrzczeni w tych wspólnotach są przez chrzest wszczepieni w Chrystusa i dlatego są w pewnej wspólnocie, choć niedoskonałej z Kościołem” (nr 17). W ten sposób możliwości dialogu zostały pogłębione poprzez rzetelne ukazanie prawdy, gdyż żaden dialog nie może się rozwijać bez poszanowania prawdy.

Chcielibyśmy teraz wskazać pewne problemy związane z ukazaniem się deklaracji Dominus Jesus.
Generalnie środki masowego przekazu przyjęły dokument negatywnie; brak też było rzetelnej analizy treści.
Kolejna kwestia dotyczy języka, jakim posługuje się deklaracja - jest to język trudny i bardzo różni się od języka codziennego, od języka dziennikarskiego, a także od tego języka, którym normalnie posługuje się Kościół katolicki, kiedy naucza i głosi katechezę. Należy się zapytać: czy przypadkiem nie stało się tak, że Kościół katolicki za bardzo upodobnił swój język do języka tego świata, czy nie za często posługuje się frazeologią pełną odwołań do wartości ogólnoludzkich, do humanizmu, do praw człowieka, co powoduje, że niezrozumiałym staje się to, co istotne, co dotyka samego rdzenia naszej wiary.

Wspomnieliśmy, że pewne prawdy były już przedstawione przez Sobór Watykański II. Co się zatem stało, że język dawniej powszechnie zrozumiały i akceptowany sprawia dzisiaj trudności? Odnosi się wrażenie, że przez ostatnich 30 lat Urząd Nauczycielski Kościoła koncentrował się głównie na pozytywnej wykładni wiary i tak formułował doktrynę, jakby nie istniało jej przeciwieństwo. Brak negatywnych odniesień spowodował, że pewne sformułowania, przez swój brak jednoznaczności, stały się podatne na wielość interpretacji, także niezgodnych z nauką Kościoła.

Protestanci za krzywdzące uznali określenie ich jako „Wspólnot kościelnych”, a nie Kościołów w ścisłym sensie. Należałoby tu zadać sobie pytanie: czy oni rzeczywiście samych siebie pojmują jako Kościół w znaczeniu Kościoła katolickiego; odrzucają przecież Urząd Piotrowy, „nie zachowały prawomocnego Episkopatu i całkowitej rzeczywistości eucharystycznego misterium”. A zatem wyrażenie „Wspólnoty kościelne” nie jest stwierdzeniem krzywdzącym. Wręcz przeciwnie – chodzi o poważne potraktowanie tego, w jaki sposób owe Wspólnoty same chcą być Kościołami w swoim rozumieniu; jest to uznanie w innym jego inności, inaczej – uznanie drugiego w jego inności, by od różnorodności skonfliktowanej dojść do różnorodności pojednanej.

Rozróżnienie na Kościoły i Wspólnoty kościelne pojawia się już w dokumentach Soboru Watykańskiego II i wtedy nie budziło specjalnie emocji. Jednakże – jak zauważają protestanci - wtedy był to dopiero początek dialogu ekumenicznego a od tego czasu jakiś krok naprzód żeśmy wspólnie uczynili. Czy zatem – pytają - dzisiaj Kościół katolicki stać tylko i wyłącznie na powtarzanie tego, co zostało już powiedziane, czy nie można było się zdobyć na coś więcej? Przecież wydają się uzasadnione obawy, że mogą być traktowani jako wierzący drugiej kategorii.

Pojawiły się również głosy, że sprawa jedności chrześcijan została w deklaracji Dominus Jesus potraktowana marginalnie i funkcjonalnie tzn. podporządkowana głównemu tematowi jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła – próbowaliśmy się już do takich zarzutów ustosunkować.

Na zakończenie należy stwierdzić, że „wszyscy synowie Kościoła winni pamiętać o tym, że swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa; jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko zbawieni nie będą, ale jeszcze surowiej będą sądzeni” (nr 22).


Joomla templates by a4joomla