Tajemnice radosne

Tajemnica pierwsza - Zwiastowanie

    Archanioł Gabriel powitał zalęknioną Maryję słowami, których się nie spodziewała: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski”. Te słowa zaskoczyły ją bardziej niż samo zjawienie się anioła - Hebrajczycy do obcowania z posłańcami Bożymi byli w swej historii dialogu z Najwyższym „przyzwyczajeni”. Ale „pełna łaski”?…
    A przecież taka była prawda - to tylko Maryja jej nie znała. Nie wiedziała, że Ona jedna, jedyna spośród całej ludzkości, jest całkowicie otwarta na Boże działanie, posłuszna, poddana, przejrzysta dla Boga.
    Nie możemy o sobie tego powiedzieć - jesteśmy naznaczeni grzechem pierworodnym i grzechami uczynkowymi różnej kategorii. Jednak łaska Boża nie jest nam obca - prosimy o łaskę uświęcającą w sakramencie pokuty, staramy się ją w sobie podtrzymać poprzez modlitwę, praktykę życia zgodnego z Ewangelią.
    Zapominamy tylko, że w każdej Komunii Świętej, przyjmując do serca Chrystusa Eucharystycznego stajemy się podobni do Maryi: pełni łaski, którą Syn Boży przynosi, którą przenika nasze życie, którą On sam nas napełnia. I chodzi właśnie o to, by spotkań z łaską Jego Obecności w naszym życiu było jak najwięcej.

Tajemnica druga - Nawiedzenie

    Maryja po długiej drodze staje w progu domu Elżbiety i Zachariasza. Elżbieta jest zdumiona - nie posyłała do Galilei informacji o ich ukrytym szczęściu. Wraz z mężem oczekują narodzin dziecka w ciszy i zachwyconym milczeniu - dla Zachariasza jest to milczenie dosłowne; oniemiał przecież, gdyż nie dowierzał Bożej łaskawości.
    I oto Elżbieta wyraża myśl obojga: skądże mi to, że Matka Pana mojego przychodzi do mnie? Jest zdumiona, choć doskonale wie, że przecież Bóg ma swoje sposoby na wszystko. To zdumienie jest wdzięcznością za dar odwiedzin, za przybycie Gościa - tak drogiego, nieoczekiwanego…
    O ileż większe powinno być nasze zdumienie, wdzięczność i serdeczna gościnność, gdy w każdej Eucharystii sam Bóg w swoim Synu staje na progu ludzkiego serca. Przychodzi, puka i czeka… - często u drzwi nadal zamkniętych. „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy…” „Jeśli” - małe, bolesne słowo: jeśli… Bo drzwi często pozostają zamknięte na głucho... Przecież nie ma wielkiego święta, nikt nie umarł… Nie, nie tak.  Właśnie jest święto największe - Bóg przyszedł do mnie, tęskni za mną, nikt Mu mnie nie zastąpi. W tajemnicy Eucharystii pragnie uczynić mnie swoim mieszkaniem.    

Tajemnica trzecia - Boże Narodzenie

Narodził się w szopce, złożony w żłobie – i oto nad tą szopą cudownie rozbłysło światło gwiazdy, rozbrzmiały głosy anielskie, w progu padli na kolana pasterze. Oto tajemnica miejsca, przestrzeni świętej, przestrzeni szczególnej obecności Boga – jak na Bożej Górze Horeb, wobec płonącego krzewu, kiedy Mojżesz zdjął sandały, bo tam był Bóg sam.
Przestrzeń Jego obecności to dzisiaj doświadczenie każdej świątyni, w której stajemy wobec nieustającej miłości Boga: utajonej w tabernakulum, adorowanej w monstrancji, ukrytej w dokonującej się na ołtarzu Ofierze Mszy Świętej.
To wreszcie zaproszenie, by taką przestrzenią świętą, wypełnioną Bogiem żywym uczynić każdego z nas. Niemożliwe?... Prawdziwe. Przecież po Komunii Świętej, kiedy trwają w nas Najświętsze Postaci Eucharystii każdy z nas, w sensie dosłownym, jest żywym tabernakulum.
I to dlatego Kościół zachęca do dziękczynienia – by był to czas zdumienia nad wypełnieniem człowieka Bogiem w tym najściślejszym znaczeniu.
W chwilach, kiedy Bóg działa najbardziej bezpośrednio, dotyka osobiście, staje się cząstką ludzkiego „ja” ze wszystkim, co je stanowi – mamy pozostać blisko, najbliżej Niego. Na wszystko inne przyjdzie czas – tego, co dzieje się w duszy i sercu po przyjęciu Eucharystii nic nie zastąpi, tracimy ten dar bezpowrotnie. A Chrystus nie chce dokonywać dzieła łaski w samotności – zaprasza do współudziału.

Tajemnica czwarta - Ofiarowanie w świątyni

Starzec Symeon wielbił Boga, dziękował Najwyższemu przekonany w głębi serca: „... oto moje oczy ujrzały Twoje zbawienie....” On widział przyszłość ludzkości, wobec której w Chrystusie dokonać się miała obietnica dana pra-rodzicom w raju.
Kiedy podczas Eucharystii przyjmuję Jezusa w Komunii Świętej doświadczam mojego odkupienia, zbawienia które dokonuje się oto tu i teraz.  Oczy, serce, dusza, cały człowiek zostaje ogarnięty tą cząstką łaski, której pełni doświadczy w domu Ojca Niebieskiego.
Krzyż Jezusa, Ofiara odkupienia dotyka bezpośrednio mojego życia i każdej jego rzeczywistości. To, co tu i teraz jest trudne, co boli – również tu i teraz zostaje poddane odkupieniu, oczyszczeniu. Nie musi się we mnie „odkładać” na później, na „po śmierci” – już za życia doświadczam udziału w rzeczywistości zbawiania mnie przez Chrystusa. Jego Krew mnie obmywa, Jego Ciało mnie uświęca.
Mówimy „piekło za życia” – to prawda, ale przecież przede wszystkim możliwe jest niebo za życia. Wystarczy tylko klęknąć i powiedzieć: przyjdź do mnie Panie, właśnie dlatego, że jestem człowiekiem grzesznym. Potrzebuję Ciebie jak niczego innego na świecie.

Tajemnica piąta - Odnalezienie 12 letniego Jezusa

Tę historię z życia dorastającego Jezusa znamy dzięki Łukaszowi – on najprawdopodobniej usłyszał ją z ust samej Maryi.
Dramat rodziców, którym zaginęło dziecko. Dramat Matki Bożej i Bożego Opiekuna – zaginiony jest przecież Synem Najwyższego! Oni są jedynie stróżami najcenniejszego daru, jaki ludzkość otrzymała. Jezusa powierzył im sam Bóg. Tego, co przeżyli Maryja i Józef szukając Syna nie jest w stanie zrozumieć żaden człowiek. Miłość i odpowiedzialność...
Szukali Go – najnaturalniejsza reakcja każdej matki i ojca; a kiedy znaleźli – ulga i radość bez granic podyktowały słowa paradoksalnie brzmiące jak wyrzut: synku, dlaczego, jak mogłeś?
Dwanaście lat troski, czułości, miłości, starań trudów.... Taki dobry, posłuszny chłopiec i nagle – zniknął bez słowa. I zamiast odpowiedzieć sam pyta: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» - Dziecko, jak to czemu szukaliśmy. Należysz do Boga – ale dlaczego właśnie teraz i w tak dziwny sposób to przypominasz? Nie sposób się dziwić, że „...nie zrozumieli tego, co im powiedział”.  
A potem spokojnie „... poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.” (por. Łk 2, 49-51 a).
Odwieczny spór  o pierwszeństwo Boga przed każdą, jakąkolwiek inną wartością. Rozstrzyga się moim życiu w sprawach najprostszych: najpierw poranna kawa czy pacierz? Niedzielna Eucharystia czy ... program telewizyjny, zakupy w centrum, słodkie nic nie robienie?
Wiem, że ja też powinienem być w tym, co należy do mego Ojca Niebieskiego, tylko ciągle uważam, że to może jeszcze poczekać. Czy aby na pewno?


Tajemnice światła:

Tajemnica pierwsza - Chrzest w Jordanie

Po niewoli egipskiej, po czterdziestoletniej drodze przez pustynię, Izraelici przez Jordan weszli do Ziemi Obiecanej. Obietnica Boża została wypełniona – Bóg jest wierny niezależnie od naszych niewierności.
    Jezus zanurza się w tej samej rzece, bo oto inna obietnica Ojca ma się wypełnić: odkupienie człowieka. Cieśla z Nazaretu zanurza się w falach rzeki, ale przede wszystkim Syn Człowieczy zanurza się w ludzkim grzechu. Słabość, kruchość, nędza człowieka stają się jego jedynym ludzkim dziedzictwem – przedstawi je Ojcu z Krzyża.
    W każdej Mszy Świętej także staję nad Jordanem – rzeką wprowadzającą mnie do Ziemi Obiecanej. Zanurzam się we krwi Chrystusa by wejść w przestrzeń łaski. Kiedy przyjmuję Go w Słowie i Ciele – On jednoczy się ze mną i Bóg może także do mnie skierować słowa: Oto moje dziecko umiłowane. W Jedynym Synu – umiłowane, odnalezione, odkupione, z tęsknotą oczekiwane.

Tajemnica druga - Wesele w Kanie Galilejskiej

    Synu, wina nie mają... –skończyło się, wyczerpał się przygotowany zapas, bo to, co człowiek jest w stanie zabezpieczyć całą swoją troską, staraniem, trudem jest przemijające i wcześniej lub później się wyczerpie. Nie wyczerpie się jedynie to, co daje Bóg. I o Jego dary nie muszę rywalizować z innymi, walczyć – starczy dla każdego.
Bóg pragnie jednak o wiele więcej, niż tylko obdarowywać konkretnymi łaskami, darami. On pragnie człowieka całego dla siebie i Siebie całego chce człowiekowi dać. Nie mniej.
Wesele – więc oblubieniec i oblubienica. I taką właśnie: całkowitą, pełną, wierną, wyłączną, zazdrosną miłością pała Bóg wobec duszy każdego człowieka. Każda dusza jest Jego Oblubienicą; wobec każdej On sam pragnie być Oblubieńcem.
Boga dla nikogo nie zabraknie – czasem tyko brakuje człowieka...

Tajemnica trzecia – Głoszenie Królestwa i wezwanie do nawrócenia

    Poprzez proroka Izajasz Bóg mówi: „... słowo, które wychodzi z ust Moich nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (55, 11).
Chrystus – Słowo Wcielone – w sposób najpełniejszy, najbardziej wyrazisty przekonał nas o prawdzie orędzia przekazanego przez pośrednictwo Izajasza. Wcielone Słowo – stało się najpiękniejszym słowem Boga skierowanym do świata. Słowem, które zamieszkało wśród nas jako źródło Miłości i Miłosierdzia.
Zanim jednak dopełnił dzieła odkupienia przez Ofiarę Krzyża, Chrystus rozpoczął je posługując się czynem i słowem pouczenia, przypomnienia, zachęty. Słowa te pozostały dostępne dla każdego z nas do dzisiaj.
Kiedy więc podczas Eucharystii Słowo Boże, Ewangelia są czytane – towarzyszy im ta sama moc: obecności Bożej, działania Bożego, rozlania się łaski na słuchających.
Mam jednak nie tylko słuchać, poddawać się działaniu Boga poprzez Jego słowo. Bóg czyni to także w konkretnym celu, o którym Święty Paweł pisał w 2 Liście do Koryntian (3, 2-3): „Wy jesteście ... listem, który znają i czytają wszyscy ludzie. Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym ..., listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc.”
Jaka jest treść, zawartość listu, który świat otrzymuje w mojej osobie, w moim życiu?

Tajemnica czwarta - Przemienienie na Górze Tabor

„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką.” (por. Mk 9,2 - ns)
Jeśli to było po sześciu dniach, od jakiegoś wydarzenia, które Marek Ewangelista miał na myśli (może chodziło mu o dialog w drodze ku Cezarei Filipowej, za kogo uważany jest Jezus – jak sugeruje układ tekstu) – to był to dzień siódmy...
U Boga nie ma przypadków. Dzień siódmy to dzień Bożego odpoczynku po dziele stworzenia; Jezus wiedział, że po dokonaniu się Męki, Śmierci i Zmartwychwstania owym dniem siódmym będzie niedziela; Duch Święty natchnął Ewangelistę, by ten szczegół nie został pominięty.
I to właśnie tego dnia dokonało się przemienienie. Apostołowie znaleźli się osobno, na górze wysokiej, zaproszeni przez Jezusa...Przesłanie dla nas - jak świętować Dzień Pański, jak przeżywać niedzielną Eucharystię jest tak czytelne, przejrzyste i głębokie zarazem.
Bóg zaprasza, by choć przez kilka chwil, może kilka godzin mieć serce człowieka na wyłączność; by mogło wznieść się ku Niemu, ku szczytom obcowania z Nim ponad codzienną zabieganą rzeczywistością; to On sam wybiera czas i miejsce, chce zaprowadzić tam, gdzie spotkanie będzie przebiegało najowocniej, gdzie łaska dotknie najgłębiej. Wreszcie mówi, po co to czyni – chce prowadzić dialog jak z Mojżeszem i Eliaszem, chce mówić bezpośrednio do serca. Nie namiot jest Bogu potrzebny lecz miłość która wybiegnie na spotkanie Jego Miłości.
Apostołowie wyznali w zachwyceniu ducha: Panie, dobrze nam tu być – a czy mnie jest dobrze w kościele?: na Eucharystii, na adoracji, na modlitwie? Czy jest mi dobrze z Jezusem i przy Jezusie?

Tajemnica piąta - Ustanowienie Eucharystii

Ewangelie synoptyczne Mateusza, Marka i Łukasza opisując Ostatnią Wieczerzę wspominają ustanowienie Eucharystii bardzo podobnie: Jezus bierze w dłonie chleb i wino, błogosławi je, przemienienia w Ciało i Krew, wiąże z ich spożywaniem obietnicę zbawienia, podaje uczniom... Jedynie Jan zamiast tego opisu wspomina inny gest Mistrza: umycie nóg Apostołom...
Trzej Ewangeliści mówią o tym, co wzniosłe, chwalebne; Jan wskazuje na to co zwykłe, ciche, służebne... Oni mówią o celu – odkupieniu ludzkości, zbawieniu każdego człowieka; Jan wskazuje drogę, która do niego prowadzi – pokora i uniżenie, poddanie się Bogu, oddanie i zawierzenie.
Święta Faustyna mówiła, że po przyjęciu Komunii Świętej jest królową, bo zamieszkuje w niej Król Wieków; płynie w niej krew królewska - krew Odkupiciela i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Ale dobrze wiedziała, że Jezus jest także sługą każdej ludzkiej duszy, o którą zabiega, którą naucza, leczy, za której ocalenie od wiecznego potępienia oddał życie. I na wzór Jezusa z pokorą przyjmowała swoje życie – całe życie służącej: każdemu, w sposób najbardziej uniżony, ciężką pracą, bez oczekiwania na wdzięczność, często w pogardzie i pod pręgierzem podejrzeń o szaleństwo.
Eucharystia, każda Komunia Święta wywyższa człowieka, jednocząc go z Chrystusem Uwielbionym. Jednocześnie zaprasza do uniżenia łącząc z Chrystusem Umęczonym i Ofiarowanym. Czy jest w moim sercu pragnienie, by Bóg nauczył mnie i królować, i służyć? I zachować godność Jego dziecka nie uchybiając miłości Boga i bliźniego.


Tajemnice bolesne:

Tajemnica pierwsza - Modlitwa w Ogrójcu

    Ostatnia noc życia. Wie o tym tylko Jezus – słońce wzejdzie i zanim zajdzie będzie już po wszystkim. Jego udręczone Ciało, zdjęte z Krzyża będzie już spoczywało w grobie.
Chciałby w tę ostatnią noc mieć przy sobie przyjaciół, kochające serca... ale oni śpią, zasypiają niczego nieświadomi. Może gdyby wiedzieli – nie uroniliby ani minuty z tych, które jeszcze mieli do dyspozycji. Tylko Anioł pociesza, umacnia Go przed Męką.
Są chwile, kiedy przeżywamy swój osobisty Ogrójec: życie paraliżuje i przeraża. Bunt zamyka nas nie tylko na ludzi, ale nawet na Boga. Chcielibyśmy wręcz wykrzyczeć, rzucić Mu w twarz oskarżenie, Jego uczynić winnym za doznaną krzywdę, za poczucie niesprawiedliwości, dojmujący ból... A boimy się buntować przeświadczeni, że Bóg dodatkowo nas ukarze... Błędne koło...
A przecież On rozumie WSZYSTKO. Zna nas lepiej niż my sami siebie. Nie zniechęca się niczym, co się w nas rodzi – to, co wynika z naszej kruchości nie jest dla Boga tajemnicą.
Często doświadczenie, które nas niszczy jest konsekwencją naszego lub innych grzechu – nie ma możliwości, by nas ominęło. Ale może nas ominąć niszczące pragnienie odpłaty, lęk, gorycz, zniechęcenie. Jezus pragnie nas przed tym wszystkim ochronić, chce być dla każdego osobistym Aniołem Pocieszenia. Każda modlitwa, każda Eucharystia, każda Komunia święta staje się wówczas szansą, że pozwolę Mu dotknąć mojego serca, by je uspokoił, wyciszył, umocnił.
To, że nie widać sensu cierpienia – nie znaczy, że go nie ma w ogóle. Widzi go tylko Jezus i może go wskazać – jeśli pozwolę Mu mówić do mego serca.

Tajemnica druga – Biczowanie

Nie był winien – ale, dla umocnienia w Jerozolimie rzymskiego panowania, został ubiczowany... Piłat nie widział w Nim żadnej winy, jednak nadal doskonale wiedział, dlaczego i co robi. I ... kazał Go ubiczować.
Apostołowie przed Sanhedrynem, wzięci w obronę przez Gamaliela, zostali uwolnieni (odstąpcie od nich, bo jeśli sprawa jest ludzka sama upadnie, ale równie dobrze może się okazać, że walczycie z Bogiem... – por. Dz 5, 34 ns), ale ... zostali ubiczowani. By nie zapomnieli, kto ma władzę i siłę.
Cena płacona za wierność poznanej prawdzie.
Prawdzie, którą ktoś inny przeczuwa, ale która budzi niechęć i lęk, którą próbuje zagłuszyć z nadzieją, że może zamilknie, może nie będzie drażnić, nękać, przypominać o sobie. Poczucie zawodu, może gniewu, może zazdrości prowokuje do reakcji paradoksalnej: chcesz się cieszyć, więc najpierw odczuj na własnej skórze smak goryczy, bólu, cierpienia...
Świadectwo wierności. Świadectwo wolności wewnętrznej okupionej ceną, której zapłacenia człowiek boi się najbardziej – ceną fizycznego, psychicznego, duchowego cierpienia. Trzeba odwagi, by podjąć taki trud. Trzeba wsparcia, by wytrwać.
Pod pręgierzem na dziedzińcu pałacu Piłata, przyjmując bez słowa skargi padający grad uderzeń, Jezus dał nam nadzieję: ze Mną możesz przyjąć wszystko, nawet najgorsze. Pozwól tylko, że cię sobą osłonię. Przyjdę, wleję w twoje serce moc i odwagę. Tylko mnie do niego wpuść...

Tajemnica trzecia - Cierniem ukoronowanie

Wyszydzili Króla Żydowskiego: narzucili purpurowy płaszcz, dali berło z trzciny, ukoronowali cierniem... Bezduszna, głupia przemoc. Z mesjańskiego nauczania o Królestwie Niebieskim uczynili karykaturę i pośmiewisko.
Człowiek każdym grzechem szydzi z Boga i z Jego miłości. Naigrawa się nadużywając wolności i wybierając zło; natrząsa się, przypisując sobie Boskie uprawnienia; drwi, odwołując się do Boga i czyniąc to, czego sam pragnie; prowokuje, żyjąc tak, jakby Go w ogóle nie było.
I Bóg na to pozwala. Jak bardzo musi człowieka kochać, jak niezmierzoną pokłada w nim nadzieję. Bóg, który pozwala się poniewierać, wlec przed trybunały i sądy – i nie odpowiada gromem, niszczącym gniewem. Czeka – że Jego umiłowane dziecko zrozumie, że się opamięta. Że wreszcie otworzy się na miłość, pokocha i wówczas wszystko się odmieni.
Jak długo będzie czekał? Nie pozwoli z siebie szydzić bezkarnie i bez końca. Za każdy cierń wbity w Świętą Głowę Jego Syna, za każdy grzech raniący Jego Serce człowiek odpłaci najpóźniej w czyśćcu.
Jest jeszcze jedna możliwość - stanąć przed Chrystusem i wyznać: uznaję Twoje panowanie nad moim życiem i światem. Przyjdź do mnie, wejdź i zasiądź na tronie mego serca.
Chrystus nie zostawi takiej prośby bez odpowiedzi – wciąż przecież czeka, by poprzez Komunię Świętą poszerzać granice swego Królestwa o serce każdego człowieka.

Tajemnica czwarta - Dźwiganie Krzyża

Krzyż – dwie przecinające się prostopadle belki... Na Golgocie rzeczywistość mojego zbawienia, ale także droga, zadanie dla mnie.
Bo krzyż to dwa wymiary mojego życia: wertykalny, pionowy, z góry na dół, i horyzontalny, poziomy. To wskazówka, że życie ma się toczyć niejako wszerz - ku ludziom i światu, i w głąb – ku prawdzie o mnie, i ku górze – ku Bogu, który zaprasza do udziału w rzeczywistości nadprzyrodzonej. Trudne.
Cała wędrówka ziemska ma poszerzyć i pogłębić moje serce, duszę, mnie całego. Moja „pojemność”, otwartość ma stale wzrastać, tak by miejsca dla Boga i miłości było we mnie coraz więcej. I mam ten krzyż dźwigać – mam go nieść i z nim na ramionach iść wciąż dalej.
Jezus na swojej Via Crucis spotkał Maryję, Szymona, Weronikę – nie zostawia nas bez pomocy. Jest gotów dać chwile wytchnienia. W Eucharystii, w Komunii świętej osobiście pochyla się i biorąc w posiadanie nasze życie ze wszystkimi jego ciężarami – niesie je za nas, niosąc każdego z nas.
Jesteśmy udręczeni ciężarem naszych krzyży – dlaczego tak rzadko pozwalamy Bogu dźwigać je w nas i za nas?

Tajemnica piąta - Śmierć na Krzyżu

    Ostatnie Słowo Jezusa na Krzyżu: „wykonało się”. Dokonane zostało dzieło odkupienia, ludzkie życie Jezusa z Nazaretu przyniosło owoc obfity i ten owoc właśnie został złożony Ojcu Niebieskiemu: „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego”... Ziemski czas pielgrzymki już się wypełnił.
Ksiądz Jan Twardowski pisał: Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...  To prawda – i zawsze zostaną: jakieś sprawy niezałatwione, słowa niewypowiedziane, spotkania niedoszłe do skutku...
Jest jeszcze inny wymiar tej prawdy: spieszmy się kochać Boga – tak szybko odchodzimy. Tak niewiele czasu mamy do dyspozycji, by czynić, pomnażać dobro; by kochać i być kochanym; by wzrastać w łasce na miarę tej tęsknoty, którą zaszczepił w nas Chrzest Święty.
Kochać Boga to przede wszystkim przyjąć Jego miłość, pozwolić Mu, by kochał w nas i przez nas.
Mam dawać miłość prawdziwą – Jego samego. Kiedy dzielę się tylko sobą – dar zawsze jest niepełny, mniej lub bardziej niepełnowartościowy, bo człowiek nie jest doskonały. Muszę się więc Bogiem napełniać, by Nim się dzielić. Tę pełnie mogą otrzymać tylko od Niego i tylko w Eucharystii: to wówczas przychodzi cały.


Tajemnice chwalebne:

Tajemnica pierwsza - Zmartwychwstanie

    Popołudnie pierwszego dnia po szabacie - Kleofas i ktoś, kogo imienia nie znamy, uciekają w stronę Emaus. W drodze rozmawiają, szukają zrozumienia.     Jak gorliwe musiało być ich szukanie prawdy o wydarzeniach, których stali się świadkami, że Jezus decyduje się im towarzyszyć. Może ujął Go ich smutek, może zagubienie wobec faktów dokonanych, dość, że On sam idzie z nimi, wyjaśnia. Nadal jednak nie rozumieją, może nawet jakoś się opierają, bo słyszą wyrzut „...jak nieskore są wasze serca do wierzenia...” (Łk 24, 25).
Wszystko rozjaśni się dopiero podczas łamania Chleba, kiedy Jezus powtórzy gest ustanowienia Eucharystii. Wtedy wszystko stanie się jasne, klarowne, czytelne, będą w stanie przyjąć niepojmowalne, uwierzyć w niebywałe. Dotąd dysponowali zapowiedziami Bożymi, doświadczyli wydarzeń Wielkiego Piątku, znali fakty poranka Wielkanocnego – ale przyjęli to wszystko dopiero na mocy daru Eucharystii.
Jak wielką wagę ma Eucharystia – Jezus nie tylko odnawia swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie. Przychodząc daje człowiekowi siłę pojednania z własnym życiem.
Ktoś modlił się: „ ... gdy kruszeją i popieleją nadzieje, gdy nieuchronne zbliża się na wyciągnięcie ręki, gdy kielich cierpienia i goryczy czeka już tylko na wychylenie – wtedy pochyl nad moim lękiem i małodusznością Twoje rozpromienione Oblicze. Niech ten mądry, wiedzący, rozumiejący, łagodny, dobry Twój uśmiech zagości nad wszystkimi drogami mego życia. W najczarniejszą nawet noc jako zawsze czytelny, zrozumiały znak Twojej obecności. ... Wtedy wypalają się bunty, pierzchają lęki, milknie krzyk przerażenia i dokonuje się pojednanie z losem.”
To wszystko Zmartwychwstały Chrystus chce uczynić w naszych sercach zstępując w nie w Komunii Świętej.


Tajemnica druga - Wniebowstąpienie

    Chodzili z Nim przez trzy lata, byli świadkami cudów i słuchali nauczania, często otrzymując również dodatkowe wyjaśnienia – wówczas nie na wiele się to zdało, bo... uciekli z Getsemani i spod krzyża. Truchlejących ze strachu zgromadził Chrystus po Zmartwychwstaniu i znowu – ukazywał się im i nauczał o królestwie Bożym. A jednak nadal niewiele rozumieli. Ostatnie pytanie, które skierowali do Mistrza dotyczyło ziemskiego porządku: «Panie, czy przywrócisz królestwo Izraela?»
    Nie zirytowała Go ich ignorancja i myślenie tylko o sprawach ziemskich, kiedy On wskazywał, że przecież Bóg miłuje całą ludzkość, każdego człowieka a celem życia na ziemi jest rzeczywistość nadprzyrodzona. Wiedział, że dopiero światło Ducha Świętego da im możliwość zrozumienia Bożej perspektywy: „... gdy ... zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” (Dz 1, 6-8)
Więc tak, królestwo - bagatela - aż po krańce świata... Ale przede wszystkim królestwo miłości i miłosierdzia, prawdy i nadziei, wiary i wolności wewnętrznej.
Słowa Modlitwy Pańskiej: „Przyjdź Królestwo Twoje, jako w niebie tak i na ziemi...” zobowiązują każdego ochrzczonego do troski o realizację mandatu misyjnego, przekazanego Apostołom. Ale nikt z nas nie jest w stanie budować dzieła Bożego sam. Tylko Chrystus może pokierować naszymi działaniami – uczyni to, jeśli poddam Mu moją wolę i działanie.

Tajemnica trzecia - Zesłanie Ducha Świętego

    Wielokrotnie zapowiadany jako Pocieszyciel, który doprowadzi ich do całej prawdy, Duch Święty został dany Apostołom dwukrotnie.
Wieczorem pierwszego dnia po Zmartwychwstaniu (J 20, 22-23) Chrystus udziela daru i łączy z nim polecenie: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». Po to przecież zstąpił na ziemię i przyjął Krzyż, by pokonać grzech i jego skutki. Troskę o owoce swej Ofiary składa w ludzkie, kapłańskie ręce i udziela mocy do walki z szatanem. Jezus ustanawia sakrament pojednania bardzo dyskretnie, tak jak później będzie on sprawowany.
W dzień Pięćdziesiątnicy dar Ducha jest spektakularny – uderza gwałtownie, z mocą i ogniem. Bo takie też powinno być świadectwo życia wiarą w Chrystusa: odważne, mocne, emanujące na wszystkich i wszystko dookoła. Jak napisze święty Paweł Apostoł do Galatów: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy.” (Ga 5, 22-25) Duch Święty, zwłaszcza przez sakrament pokuty i Eucharystii, może nas każdego dnia do podejmowania i spełniania tego zadania uzdalniać i umacniać. Wystarczy otworzyć serce i poprosić, przyjść i przyjąć dar, z którym Chrystus czeka zawsze. Często nadaremnie...

Tajemnica czwarta - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

    Na kartach Ewangelii Ojciec Niebieski powiedział o Niej słowami Archanioła Gabriela, że jest pełna łaski. Starzec Symeon zapowiedział Jej cierpienie i ból. Sam Jezus bezpośrednio o Matce nie powiedział niczego...     Dwunastoletni mówił do Niej i Józefa w Świątyni, prowadzili dialog w Kanie Galilejskiej. W milczeniu przyjęła testament Syna, gdy umierał na Krzyżu. Dwa najbliższe sobie ludzkie serca: Syna i Matki. Najbardziej oszczędna w słowach historia miłości, której głębi człowiek nie jest w stanie pojąć. Czy w ogóle istnieją słowa, które mogłyby ją oddać?
    Miłość nie ogranicza się do słów. Słowa czasem nawet przeszkadzają. Ważniejsze od deklaracji są płynące z serca czyny, uśmiech, spojrzenie, troskliwy gest.
    Chrześcijanie od początku wiedzieli jedno: miłość Matki Bożej i Jezusa jest źródłem, z którego mogą czerpać, poprzez które mogą zbliżać się do Boga. Umiłowaną Matkę Syna Bożego ukochali szczerze, serdecznie, prawdziwie.
    Bóg potwierdził swoim błogosławieństwem tę miłość do Maryi dając wrażliwość serc wierzącym i mądrość teologom. To dlatego uznajemy, wyznajemy i wierzymy w Jej Niepokalane Poczęcie, Nienaruszone Dziewictwo, Boskie Macierzyństwo i Wniebowzięcie. Przyjmujemy dogmaty maryjne, bo jesteśmy pewni działania Bożej łaski, która w człowieku wszystko może.

Tajemnica piąta - Ukoronowanie Maryi na Królową nieba i ziemi

    Jako pierwsza to pobożność ludowa zwracała się do Maryi jako do królowej. Pragnieniem kochających serc było podkreślenia Jej doskonałości, Jej pierwszeństwa przed każdym z ludzi. Została królową ludzkich serc, królową ukoronowaną serdeczną, tkliwą, czuła, wierną miłością.
    Vox populi - vox Dei. Głos ludu został odczytany jako Boże przyzwolenie i Kościół przyjął te pragnienia za swoje. Już od soboru w Efezie zaczęto oficjalnie nazywać Matkę Bożą Królową.
Dziś żadna litania – nawet tak kochana, loretańska - nie zbiera całej tytulatury, którą ludzkość obdarowała Maryję. Tę, dzięki której „fiat” mogło rozpocząć się nasze odkupienie.
Czy jest ktoś, kto w Polsce potrafi zliczyć korony nałożone na skronie Maryi?
I wszystkie one zbiegają się w tej jednej: Częstochowskiej ikonie Czarnej Madonny, o której Jan Lechoń pisał:
Matka Boska Częstochowska, ubrana perłami,
Cała w złocie i brylantach modli się za nami...
O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego, cudnymi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami...
    
Wielcy tego świata, wielcy Kościoła i Ojczyzny zawierzali się Jej – i żaden nie został zawiedziony. Czy idę ich śladami?
Przecież ta Królowa to zawsze i przede wszystkim Matka. Czy w moim sercu jest pragnienie, by powierzyć siebie jej matczynym dłoniom?

przyg. Joanna Solak
Joomla templates by a4joomla