/ w: Męczennicy za wiarę 1939 - 1945, opr. zbiorowe, Michalineum 1996, Marki-Struga/

Rys biograficzny


    Wśród sześciu Sług Bożych wywodzących się z diecezji lubelskiej, obok bpa Władysława Gorala i czterech kapłanów, znalazła się także postać człowieka świeckiego, ziemianina, żołnierza, ojca licznej rodziny, działacza katolickiego i żarliwego apostoła; człowieka pod każdym względem wyjątkowego, rzec by można, świętego na nasze czasy.
    http://www.ak.org.pl/grafika/zdjecia/starowieyski.jpgStanisław Kostka aria Gerard Franciszek Hieronim de Biberstein Starowieyski przyszedł na świat 11 maja 1895 r. w Ustrobnej koło Jasła, w diecezji przemyskiej. Ojciec, także Stanisław, właściciel dóbr Odrzykoń, Bratkówka i Ustrobna, szambelan Jego Świątobliwości Leona XIII, był znanym na terenie Galicji działaczem katolickim i redaktorem lwowskiego periodyku „Ruch Katolicki”. Matka, Amelia z Łubieńskich, była założycielką Sodalicji Mariańskiej Pań Wiejskich Ziemi Sanockiej, wydawała też czasopismo „Niewiasta Katolicka” oraz dziecięcą „Gwiazdkę”. W ich domu, w Bratkówce zorganizowano ośrodek rekolekcyjny sodalicji. Po śmierci męża w 1926 r. zamieszkała w Krakowie, prowadząc dalej szeroką działalność społeczną i oświatową.
    Ta krótka charakterystyka środowiska rodzinnego pozwala już ocenić w jakim duchu był wychowywany młody Stanisław Kostka. Solidne wykształcenie i dalszą formację duchową otrzymał  w słynnym jezuickim konwikcie w Chyrowie, gdzie złożył w 1914 r. egzamin maturalny. Tam też wstąpił do Sodalicji Mariańskiej. Zaraz po ukończeniu szkoły został zmobilizowany do armii austriackiej, w której walczył na frontach włoskim i rosyjskim.  Od 1917 r. służył w wojsku polskim, uczestnicząc m in. w wyprawie na kijów i w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Z wojny wyszedł w randze kapitana, odznaczony Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari, ale też z poważnie nadszarpniętym zdrowiem. Dłuższy czas spędził w szpital, do końca życia cierpiał na żylaki.
    Dnia 24 sierpnia 1921 r. poślubił w Łabuniach Marię  Szeptycką, córkę hrabiego Aleksandra i Elżbiety z Sobańskich. Oboje zamieszkali w Łaszczowie, w powiecie tomaszowskim, na południowo-wschodnim krańcu diecezji lubelskiej. Stanisław administrował miejscowymi dobrami należącymi do teścia. Małżonkowie uznali, że odbudowa spalonego podczas wojny pałacu łaszczowskiego byłaby luksusem niestosownym wobec powszechnej biedy. Zajęli skromną, ocalałą z pożaru oficynę. Pan Starowieyski okazał się znakomitym gospodarzem wielkiej posiadłości, sprawiedliwym i wymagającym zarówno względem siebie, jak i wobec innych. Wyznawał zasadę, że fortuna ma służyć czynieniu dobra, a nie wystawnemu życiu. Tryb życia w jego domu był w istocie spartański. Dzień zaczynał się o godzinie 6.00, codziennie rano małżonkowie uczestniczyli we Mszy św. i przystępowali do Komunii św.
    Starowieyscy mieli dwie córki i czterech synów. Jeden z nich, Aleksander, zginął w wieku 21 lat w Powstaniu Warszawskim.
    Wraz z hrabią Szeptyckim, Stanisław Starowieyski oddał się całym sercem pracy katolicko-społecznej. Z ich inicjatywy powstała Sodalicja Mariańska Panów Ziemi Tomaszewsko-Zamojskiej. Odbywały się częste spotkania, zawiązano koło Porad Sąsiedzkich, co roku, u Szeptyckich w Łabuniach , odprawiano zamknięte rekolekcje prowadzone m.in. przez  o. Jacka Woronieckiego OP i o . Jana Rostworowskiego SJ.
    30 stycznia 1931 r. biskup lubelski, Marian L. Fulman mianował Starowieyskiego prezesem komitetu nowo powstającej w Polsce Akcji Katolickiej na powiat tomaszowski. W Łaszczowie urządzono ośrodek szkoleniowo-rekolekcyjny, w którym odbywały się dziesiątki spotkań dla najróżniejszych grup. Szczególnym powodzeniem i owocnością cieszyły się dwudniowe intensywne rekolekcje dla inteligencji zjeżdżające tu z całej Zamojszczyzny. Od 1932 r. pan Starowieyski był wiceprezesem, a od 1935 r. - prezesem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej w Lublinie. Z jego inicjatywy zaczęły się odbywać na KUL-u doroczne zjazdy inteligencji katolickiej. Był też jednym z organizatorów diecezjalnego Kongresu  Eucharystycznego w Chełmie we wrześniu 1934 r. W styczniu 1936 r. przeprowadzono w Lublinie kurs sodalicyjny dla wszystkich sodalicji z diecezji lubelskiej i sandomierskiej oraz powołano diecezjalny sekretariat sodalicji mariańskich. W uznaniu licznych zasług St. Starowieyski został w 1934 r. uhonorowany przez papieża Piusa XI tytułem szambelana Jego Świątobliwości.
    W 1937 r. wziął udział w Międzynarodowym Kongresie Chrystusa Króla w Poznaniu. W drodze powrotnej zatrzymał się w Niepokalanowie i tutaj, wobec o. Maksymiliana Kolbego, złożył zobowiązanie, że odbuduje pałac w Łaszczowie z przeznaczeniem na krajową centralę wydawnictw katolickich.
    W maju 1938 r. wraz z całym diecezjalnym zarządem Akcji Katolickiej wziął udział w Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Budapeszcie, organizując pielgrzymkę na swój koszt, co zresztą czynił częściej. Cała ta działalność, prowadzona z coraz większym rozmachem, została nagle przerwana wybuchem wojny.
    Dom w Łaszczowie był po 1 września 1939 r. gościnnym schroniskiem dla wielu uciekinierów. Po wkroczeniu na te tereny wojsk sowieckich, Stanisław został, wraz z bratem Marianem, aresztowany przez czerwoną milicję i prze kilka tygodni trzymany w gminnym areszcie. podczas transportu pod eskortą do Tomaszowa udało mu się zbiec i dotrzeć do Łabuń. Wkrótce bolszewicy wycofali się z Zamojszczyzny, ustępując miejsca okupacyjnej armii hitlerowskiej. Pan Starowieyski podjął wówczas szeroką działalność charytatywną w całej okolicy. Po aresztowaniu w dniu 17 listopada 1939 r. obu biskupów w Lublinie, dyrektor Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, ks. Surdacki został potajemnie mianowany wikariuszem generalnym w diecezji. Wówczas to Starowieyski, przez nikogo nie pytany i nie proszony, przesłał dwukrotnie na jego ręce dużą sumę pieniędzy jako pomoc do podjęcia tych trudnych zadań.

Męczeństwo


    Człowiek takiego formatu nie mógł ujść uwagi Niemców. Poddany ścisłej inwigilacji, usunął się do folwarku Nadolce, jednak aresztowano go 19 czerwca 1940 r. Tego samego dnia został aresztowany w Łabuniach, w czasie Mszy św., jego teść, sędziwy hrabia Szeptycki, który zmarł w kilka godzin po przewiezieniu do zamojskiej Rotundy.
     Po kilkudniowym pobycie w więzieniu w Zamościu, Starowieyskiego przewieziono na lubelski Zamek, a wkrótce potem do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Berlinem. Tamże, jako więzień nr 26711, przebywał przez trzy miesiące na bloku 49. Następnie, we wrześniu 1940 r. trafił na blok 23 obozu w Dachau, gdzie otrzymał numer 16532. Zachowało się czternaście obozowych listów, będących świadectwem jego żywej wiary i poddania się woli Bożej.
    Proboszcz z Łaszczowa, ks. Dominik Maj, który razem z nim został aresztowany i trafił do Dachau, wspomina: Pan Stanisław Starowieyski swoją niezwykła pogodą ducha i męstwem umacniał innych. (...) Był apostołem i w obozie. Iluż ludziom ułatwił spowiedź św. (...) i był nie tylko ośrodkiem pomocy duchowej ale też organizował pomoc materialną, wielkodusznie dzieląc się z bardziej potrzebującymi, nie bacząc, że go ktoś wykorzystuje.
    Jeszcze bardziej przejmującym świadectwem rzeczywistego bohaterstwa wiary, jakie przejawiał w obozowych warunkach Stanisław Starowieyski, jest list współwięźnia, Adama Sarbinowskiego, nauczyciela z Chełma i wojującego ateisty. Starowieyski doprowadził go, poprzez długie i cierpliwe rozmowy, do nawrócenia i spowiedzi, co też stało się początkiem ich serdecznej przyjaźni.
    Silny organizm Stanisława załamał się bardzo szybko pod wpływem głodówek, stosowanych jako kara za zarażenie się świerzbem, co uznano za sabotaż i rozmyślne uchylenie się od pracy. Głód spowodował obrzęk nóg i krwotoki z żylaków. Za posiadanie bandaży, którymi usiłował zatamować krwawienie, został potwornie zbity. Cierpienie przezwyciężał modlitwą. Gdy nie mógł już chodzić, Sarbinowski zawlókł go do obozowego szpitala, czyli na tzw. rewir. Więzień funkcyjny odpowiedzialny za przyjmowanie do szpitala, tzw. Revierkapo, ujrzawszy Starowieyskiego, powalił go na ziemię i okrutnie skopał. zmasakrowany, z połamanymi żebrami, wrócił do baraku, gdzie przeleżał kilka dni, aż więzień - blokowy z litości zaprowadził go na rewir. Revierkapo zareagował ponownym napadem szaleńczej złości i pobił go po raz drugi. Było to wieczorem, w Wielki Piątek. Proboszcz, ks. Maj, udzielił mu ostatnich sakramentów. Stanisław Starowieyski skonał o świcie, w Niedzielę Zmartwychwstania, 13 kwietnia 1941 r.
    Sarbinowski relacjonuje: Śmierć jego wywarła bardzo  silne wrażenie na wszystkich, choć byliśmy do oglądania śmierci przyzwyczajeni. Przy wynoszeniu jego ciała wszyscy zdjęli czapki, co się nigdy nie zdarzało. Dla mnie śmierć jego była strasznym ciosem. Popadłem w depresję, byłem bliski samobójstwa. jak kiedyś żywy Starowieyski, tak teraz duch jego uratował mnie od tego kroku. Jestem szczęśliwy, że dane mi było znać człowieka świętego.

Sława męczeństwa


    Wśród najbliższych świadków męczeństwa Sługi Bożego był późniejszy arcybiskup Lusaki, Adam Kozłowiecki SJ, który stwierdza: Nie mam najmniejszej wątpliwości, że był to bohater i święty.
    Od momentu śmierci, Starowieyski miał zatem w obozie opinię męczennika za wiarę. On sam mocno odczuwał związek swej męki z męką Zbawiciela. Jeżeli przeżyjesz - mówił do Sarbinowskiego - odwiedź moją rodzinę w Łaszczowie i powiedz, żem zmarł w tym dniu świętym, w którym umarł Chrystus. O jego świętości mówił też w rozmowie z matką Stanisława, mieszkającą w Krakowie, książę kard. Adam Sapieha.
    W dwa miesiące po śmierci Sługi Bożego przesłano żonie urnę z prochami, którą pochowano wśród grobów rodzinnych w Łabuniach. Siostry franciszkanki, mieszkające obecnie w dawnym majątku Szeptyckich, wspominają Stanisława Starowieyskiego z najwyższą czcią  i modlą się o jego beatyfikację. W przekonaniu najbliższych krewnych to właśnie modlitwa za jego przyczyną spowodowała cudowne uzdrowienie wdowy, pani Marii Starowieyskiej, która zachorowała w 1946 r. na raka i według lekarzy miała przed sobą nie więcej, niż kilka miesięcy życia. Po ustaniu choroby żyła jeszcze trzydzieści lat.
    Ciągle żywa jest pamięć o Słudze Bożym, którego życie i śmierć były tak niezwykłe. Rozwija się jego prywatny kult, a niedawno utworzona diecezja zamojsko-lubaczowska oczekuje wyniesienia na ołtarze swojego patrona i orędownika.

                KS. JÓZEF MACIĄG, KS. ZBIGNIEW STARNAWSKI+
Joomla templates by a4joomla